Stracona noc

Tytuł felietonu zapożyczyłem z opowiadania Jarosława Iwaszkiewicza (ekranizacja telewizyjna Janusza Majewskiego). Przypomniało mi się ono, gdy kolega poprosił o wyjaśnienie sprawy podwójnego obciążenia jego karty kredytowej za noclegi w bostońskim hotelu.

Tytuł felietonu zapożyczyłem z opowiadania Jarosława Iwaszkiewicza (ekranizacja telewizyjna Janusza Majewskiego). Przypomniało mi się ono, gdy kolega poprosił o wyjaśnienie sprawy podwójnego obciążenia jego karty kredytowej za noclegi w bostońskim hotelu.

A był to tak. Znajomy, nazwijmy go Pan Jan, został oddelegowany wraz z kilkoma innymi osobami na jedną z licznych wystaw technologicznych, odbywających się w Bostonie przez cały rok. Agencja turystyczna zarezerwowała im bilety lotnicze i noclegi. Wydawało się, że wyprawa będzie przyjemnością.

Jednakże już na początku podróży okazało się, że panowie dolecieli do Ameryki bardzo późno. W rezultacie w hotelu zameldowali się nieco przed północą. W Polsce nikt nie pomyślał, aby załatwić im tzw. rezerwację późnego klienta, co w praktyce oznacza, że hotel zatrzymuje pokój całą noc, a jeśli się nie przyjedzie, to i tak obciąża kartę kredytową.

Z hotelami w okresie popularnych wystaw i kongresów jest w Bostonie dokładnie tak samo, jak w Warszawie: wolne pokoje należą do strefy marzeń. W tym przypadku wojażerowie mieli nieco szczęścia i pokoje znalazły się. Wpisano przybycie klientów do hotelowego systemu komputerowego i oznajmiono, że wszystko jest OK.

W czasie pobytu panowie obejrzeli kilka filmów na kanałach komercyjnych (nie śmiem podejrzewać, że były to pornoski) oraz skorzystali z mini-barków (na pewno pili dużo soków, bo lato było gorące). Wszystkie te poczynania były automatycznie dopisywane do rachunku, jako że dekoder telewizji, jak i lodówka są w każdym pokoju podłączone do centralnego komputera. Wielki Brat patrzy i notuje.

Spędziwszy miłe cztery dni bohaterowie tego felietonu opuścili hotel, każąc rachunkiem obciążyć firmową kartę kredytową i zabierając ze sobą szczegółowy rachunek, który w Polsce jest potrzebny w księgowości dla rozliczenia delegacji (kiedy wreszcie ministrowi finansów wystarczą wyciągi bankowe jako dowody przestępstwa?).

Jakież było zdziwienie kierownika grupy, gdy mniej więcej po miesiącu okazało się, że z jego prywatnej karty kredytowej znikło ponad siedemset dolarów, przelane na konto bostońskiego hotelu. Dodzwonienie się i porozumienie z recepcją było zadaniem ponad możliwości TP SA, więc poproszono mnie o odwiedzenie feralnego przybytku.

Marmury, palmy i senna atmosfera luksusu dziwnie kontrastowała z pulsującym życiem zaplecza hotelowego. Po godzinie przeglądania wielu stron wydruków komputerowych doszedłem do wniosku, że gdyby to recepcja hotelu "Maria" (polecam, wspaniała domowa atmosfera!) załatwiała taką sprawę, to problem nigdy by nie zaistniał. Seria pomyłek we wpisywaniu dat, nazwisk (ach, ci Polacy) oraz kart kredytowych wskutek spóźnienia się na oryginalną rezerwację skumulowała się tak śmiesznie, że nie obciążono karty firmowej podróżników jednym, realnym noclegiem z barkiem i telewizją, zaś z prywatnej kary odjęto za trzy noce nigdy w hotelu nie spędzone.

Świecili oczyma kolejno wzywani coraz wyżsi przedstawiciele księgowości hotelowej, obiecując, że to się już nigdy nie powtórzy, iż nie wiadomo dlaczego sytuacja zaistniała, i że w ogóle to system komputerowy ma być wymieniony.

Jak widać zawsze winne są komputery. Szkoda że one tego nie wiedzą. A znajomy postanowił odtąd płacić tylko gotówką!


TOP 200