Starania

Tego dnia Lokalny Informatyk postanowił ubrać się o rząd wielkości lżej. Nie dlatego, że tego zimowego dnia pogoda miałaby być szczególnie ciepłej natury, ale dlatego, że spodziewał się wręcz gorącej atmosfery w pracy, gdyż miał zamiar dyskutować kwestię swego uposażenia.

Tego dnia Lokalny Informatyk postanowił ubrać się o rząd wielkości lżej. Nie dlatego, że tego zimowego dnia pogoda miałaby być szczególnie ciepłej natury, ale dlatego, że spodziewał się wręcz gorącej atmosfery w pracy, gdyż miał zamiar dyskutować kwestię swego uposażenia.

Zresztą, nie o czystą dyskusję chodziło, ale o zmianę warunków, czyli o podwyżkę. Zgodnie z wyznawaną przez siebie maksymą "co się odwlecze, to uciecze", postanowił dopaść Szefa, ledwie ten przekroczy próg firmy. Na ogół bywało to około godziny dziesiątej, bo Szef nie lubił wylegiwać się do południa. Poza tym, o dziesiątej Szef miał jeszcze świeży umysł, co Lokalny chciał bezwzględnie wykorzystać. Nie mógł czekać ze swoimi sprawami do godziny czternastej, bo wtedy Szef wykazywał maksymalne rozdrażnienie, był zmęczony i w zasadzie wychodził już do domu. Że pracował krótko? Może, ale za to wydajnie. Zaraz po przyjściu ochrzaniał podwładnych, potem sprawdzał postęp prac, znowu ochrzaniał, zadawał nową pracę i tyle. Ileż na to trzeba czasu?

Gdy tego dnia Lokalny przestąpił próg gabinetu Szefa, była dziesiąta minut pięć. Nisko się pokłonił, po czym rzekł: "Szefie, ja bym chciał podwyżkę" - zaczął trochę nieśmiało, może zbyt nieśmiało. "Chcieć znaczy móc. Jak będziesz bardzo chciał, to kiedyś dostaniesz. Teraz idź do roboty, bo widzę, że znowu się wałkonisz, myślisz o niebieskich migdałach i głupoty ci chodzą po głowie" - Szef dosyć wyczerpująco, zwłaszcza jak na niego, wyjaśnił Lokalnemu tryb awansu zawodowego panujący w firmie Szefa.

Poszedł więc Lokalny do swego pokoju, gdzie zamiast oddawać się pracy, zaczął trenować chcenie. Z początku szło mu to niesporo, jednak po kilku miesiącach treningu coś wreszcie drgnęło w skostniałej psychice Lokalnego. Jego wiedza zawodowa zaczęła z wolna zanikać, za to pojawiły się cechy przywódcze. Po roku całkowicie zapomniał jak konfiguruje się routing sieciowy, za to potrafił skłonić swoich kolegów, aby wykonywali te czynności za niego. Po kilku latach jego umiejętności informatyczne uległy zredukowaniu do posługiwania się pocztą elektroniczną. Zresztą nie musiał niczego więcej umieć, bo co chciał, to robili za niego podwładni. I na dodatek kłaniali mu się nisko, gdy przekraczał próg firmy około południa.