Średnia krajowa cena skupu słów

Pisanie blogu ma swoje zalety, szczególnie w porównaniu z felietonami. Otóż felietony piszę raz na tydzień, z wyprzedzeniem kilku tygodni i kiedy ukazują się one w druku oraz w portalu, to na ogół już dawno problem przestał być interesujący.

Pisanie blogu ma swoje zalety, szczególnie w porównaniu z felietonami. Otóż felietony piszę raz na tydzień, z wyprzedzeniem kilku tygodni i kiedy ukazują się one w druku oraz w portalu, to na ogół już dawno problem przestał być interesujący.

W każdym razie dla mnie. Z drugiej strony blog piszę w każdy dzień roboczy, na bieżąco i bez żadnego poślizgu. Komentarze czytelników też są natychmiastowe. Informacje nie mają czasu ostudzić się. No i przy okazji obie strony dialogu mogą dowiedzieć się czegoś interesującego.

W dniu gdy ludność USA przekroczyła 300 mln dowiedziałem się z komentarza czytelnikahttp://flog.computerworld.pl/news/101137.html , że choć wszyscy polscy obywatele są równi, to jednak pewna, nie taka wcale mała grupa, jest równiejsza. Przyznaję się bez bicia, że przez 54 lata mego beztroskiego życia nigdy nie zainteresowałem się, w jaki sposób chłop polski płaci podatki. Ot, typowy mieszczuch, którego kontakty z fiskusem są proste. Co zarobię, to podlega opodatkowaniu. Tymczasem zwięzła informacja Prezesa GUS o średniej krajowej cenie skupu żyta, którą to informację wyśmiałem we flogu, jest podstawą obliczania wszelkich podatków rolniczych. Chcę serdecznie podziękować anonimowemu (brak adresu) Rafałowi, który wywołał u mnie prawdziwe ukąszenie heglowskie. Zrozumiałem wreszcie, dlaczego warto być rolnikiem. Oraz jak można poprawić los wszystkich piszących, w tym także programistów, stosując właściwy dla naszych zawodów odpowiednik owej średniej.

Z opisu metodologiihttp://www.stat.gov.pl/slownik_pojec/wsk_5.htm wynika , że skomplikowany i skomputeryzowany aparat sprawozdawczy GUS męczy się z precyzyjnym wyliczaniem, z dokładnością co do grosza, pewnej średniej. Średnia ta staje się co kwartał (co rok?) podstawą do rozliczania wszystkiego w relacjach rolnika z państwem. Jako były fizyk mam jednak wątpliwości, czy metodologia rzeczywiście pozwala uzyskać tak dokładne wyniki - nie sądzę, aby w jakimkolwiek punkcie skupu zboża ważono jego tonę z dokładnością do 100 gramów. Chyba, że jest to setka wódki. Sama idea jest jednak dla mnie objawieniem. A gdyby tak wszyscy nasi obywatele, żyjący z pracy tworzącej słowo pisane oraz mówione, też byli opodatkowani poprzez średnią cenę skupu słów?

Wystarczy przecież w każdej redakcji, portalu internetowym, stacji radiowej oraz TV ustawić automatyczne liczniki słów. W przypadku słowa pisanego nie będzie to skomplikowane, bo istniejące już oprogramowanie pozwala bardzo precyzyjnie podać taką liczbę. Na przykład do tej chwili napisałem 357 słów w tym felietonie. Zwolennicy sprawiedliwości społecznej zaraz zakrzykną, że są słowa dłuższe i krótsze. Dlatego proponuję, aby GUS podawał średnią cenę skupu słów w przeliczeniu na standardowe słowa 5-literowe (średnia długość polskiego wyrazu jest zdaje się nieco większa). Dla wypowiedzi radiowych i telewizyjnych trzeba będzie skonstruować specjalne liczniki komputerowe. Początkowo wystarczy przed głośnikami oraz ekranami telewizorów posadzić bezrobotnych, którzy będą zliczali słowa w ramach prac publicznych.

Kiedy już Prezes GUS będzie co kwartał publikował oficjalną cenę skupu słów, będzie można do niej odnieść wszelkie podatki twórców. Zniknie raz na zawsze problem uzysku, to jest kosztów własnych. Wreszcie szefowie w firmach komputerowych będą wiedzieli, kto jest wydajnym programistą, a kto rozdyma kod, aby więcej zarobić. PIIT w porozumieniu z PTI będzie mogła podjąć uchwałę o obniżeniu średniej ceny skupu słów w przypadku programistów baz danych, zupełnie tak samo jak rada miejska Pleszewa zdecydowała http://bip.pleszew.pl/index.php?poz=&pid=225&id=720 o "obniżeniu średniej ceny skupu żyta do celów wymiaru podatku rolnego na rok 2005". Wreszcie też wyborcy będą mogli łatwo rozliczać posłów i senatorów, wypominając im bycie poniżej (lub powyżej) średniej krajowej wydajności słów z hektara, to jest chciałem powiedzieć: z pary rąk oraz ust.

Jak wołano w marcu 1968? "Literaci do piór!" Programiści do klawiatur! Rolnicy do Żyda! Tfu, do żyta.


TOP 200