Spokojny niedzielny ranek

Jest wczesny i spokojny niedzielny ranek. I są takie gatunki jak ja, które nie posiadły jeszcze (i pewnie już się to nie zmieni) umiejętności wylegiwania się po przebudzeniu i wstają skoro tylko ledwo otworzą jedno oko.

Jest wczesny i spokojny niedzielny ranek. I są takie gatunki jak ja, które nie posiadły jeszcze (i pewnie już się to nie zmieni) umiejętności wylegiwania się po przebudzeniu i wstają skoro tylko ledwo otworzą jedno oko.

Wstaję więc i po rutynowej porcji higieny włączam BBC World. A tam trwa właśnie interesujący reportaż z podróży przez kilka państw Unii Europejskiej, w ogólności dotyczący spraw gospodarki (z Polski pokazano tylko perony Dworca Centralnego, które mignęły za oknami pociągu zmierzającego z Niemiec na Litwę).

W pewnym momencie u dołu ekranu pojawia się biegnący napis "Breaking News", a za chwilę, że Hemel Hempstead, że skład paliw, że seria eksplozji i że pożar. Z pamięci lokalizuję miejsce: niedaleko Londynu, kierunek północny.

Nie przepadam za telewizją Sky, szczególnie od czasu manipulacji, którą widziałem na własne oczy, a którą popisali się ze 20 lat temu. Ale gdy na Wyspach dzieje się coś niezwykłego, Sky jest zawsze na posterunku.

Zostawiam więc BBC i przełączam się na odbiornik satelitarny, gdzie trochę czasu zajmuje mi odnalezienie kanału Sky, którego ekipa również i tym razem jest już na miejscu: czarny dym, mnóstwo czarnego dymu i przebijające się przezeń, sięgające nieba płomienie. Poza tym policja, dużo policji, przejeżdża wóz strażacki, grupki ludzi. Ani śladu paniki - gdyby nie pożar w tle, rzec by można: spokojny, wczesny jeszcze, niedzielny ranek.

Przez ekran co chwila przelatują jakieś ptaki: zachowują się niczym ciekawskie koty, spokojnie szerokimi łukami stale to zbliżają się, to oddalają od słupa dymu. Pierwsze wywiady z przechodniami, którzy, co widać, narzucili w pośpiechu coś ciepłego i wyszli na ulicę. Musi być zimno - widać parę z ust. Mówi któryś z nich: - Tuż po szóstej rano potężna eksplozja. Obudziliśmy się. Po kilkunastu minutach jeszcze dwa wybuchy, ale słabsze... Inny: śpimy, a tu kilka minut po szóstej huk, drzwi wejściowe wpadają do wnętrza domu, a z okien sypie się szkło.

Po jakimś czasie już nieco wiadomo: płonie, po wybuchu, piąta największa w Zjednoczonym Królestwie składnica paliw, huk eksplozji słyszano na 60 km, nie ma żadnych danych co do ewentualnych ofiar. O 9.30 (ich czasu) będzie konferencja prasowa policji i straży. W międzyczasie, jeszcze zanim policja każe cofnąć posterunek reporterski, oglądamy wnętrze sporego biura: komputery na biurkach, komputery na podłodze, a na nich wyrwane z muru całe ramy okienne, wszędzie pełno gruzu i szkła.

Po chwili wiadomo też, że w składzie jest 19 mln litrów różnych paliw, że obsługują 400 cystern na dobę i rurociągi z paliwem lotniczym do największego lotniska w Europie i drugiego, które do małych można zaliczyć tylko w porównaniu z tym pierwszym.

Rozmowa z rzeczniczką firmy Total, współużytkownika składu: nie ma podstaw do paniki czy obaw, uruchomiliśmy już plany awaryjne. Konferencja prasowa. Nie ma ofiar śmiertelnych, 10 pracowników, którzy byli na miejscu, bezpiecznie opuściło teren. Wszystko odbywa się zgodnie z planami na taką okazję.

Spokój, powaga, rozwaga, ale i stanowczy, zasłyszany w tle głos policjanta na ulicy: - Proszę odejść do wskazanej linii, albo jesteście natychmiast aresztowani...

Piszę ten tekst na gorąco, w trakcie trzeciej już godziny nieustającego reportażu. Gdy ukaże się on w druku, będzie spokojny ranek dnia poświątecznego, którego, rok temu, dla wielu nie było już wcale.

Mam nadzieję, że świąteczne wakacje okazały się dla nas wszystkich bardziej spokojne, niż ten chłodny niedzielny ranek w hrabstwie Hertfordshire. Zresztą, gdyby co, to przecież wszyscy mieliśmy gotowe i aktualne plany awaryjne...


TOP 200