Spłodzić syna, wybudować dom, zasadzić drzewo

Mówi się, że prawdziwy mężczyzna powinien spłodzić syna, wybudować dom i zasadzić drzewo. Jeśli to piękne stwierdzenie odrzeć z dosłowności, widać katalog pożądanych cech mężczyzny: odpowiedzialne postępowanie, budowanie rzeczy trwałych oraz dbałość o innych. A jakie są cechy prawdziwego informatyka? Co to znaczy - być prawdziwym informatykiem? I czy można te cechy ubrać w powiedzenie równie zgrabne co cytowana fraza o mężczyźnie?

Mówi się, że prawdziwy mężczyzna powinien spłodzić syna, wybudować dom i zasadzić drzewo. Jeśli to piękne stwierdzenie odrzeć z dosłowności, widać katalog pożądanych cech mężczyzny: odpowiedzialne postępowanie, budowanie rzeczy trwałych oraz dbałość o innych. A jakie są cechy prawdziwego informatyka? Co to znaczy - być prawdziwym informatykiem? I czy można te cechy ubrać w powiedzenie równie zgrabne co cytowana fraza o mężczyźnie?

Myślę, że wielu informatyków przechodzących przez kolejne szczeble kariery zawodowej zauważa, że brakuje im takiego drogowskazu. Czegoś, co pozwoliłoby im odnieść ich pracę i osiągnięcia do pewnego wzorca i stwierdzić: "osiągnąłem wiele" albo "wszystko jeszcze przede mną". Nie uważam się za szczególnie dojrzałego profesjonalistę, ale jakiś czas obserwuję już nasz mały świat i pozwolę sobie podać krótką klasyfikację informatyków.

Najpierw informatyk potrafi reagować na problemy, kiedy się one pojawiają. Wszyscy "mistrzowie klawiatury", którzy - bazując na swojej ogromnej wiedzy technicznej - są w stanie usunąć każdą awarię i doprowadzić do stanu używalności zdestabilizowany system, to właśnie grupa informatyków "pierwszej dojrzałości". Typowy specjalista techniczny to człowiek, który ma wszystko jeszcze przed sobą.

Nieco dojrzalsi profesjonaliści są w stanie opracowywać standardowe sposoby rozwiązywania typowych problemów technicznych i nadzorować ich wykonanie przez innych. Osoby, które są informatykami "drugiej dojrzałości" to z reguły menedżerowie średniego szczebla, zarządzający niewielkim zespołem. W większości firm "informatyka" oznacza tyle co "rozwiązywanie typowych problemów ze sprzętem i oprogramowaniem w standardowy sposób" i w takich właśnie przedsiębiorstwach informatycy "drugiego rodzaju" są mile widziani i dobrze opłacani.

Umiejętność klasyfikacji problemów i znajdowanie pewnych ogólnych sposobów radzenia sobie z tymi klasami to przywilej trzeciej pod względem dojrzałości grupy. Ci z reguły rozwijają informatykę - na świecie wędrują do ośrodków badawczych, w Polsce piszą książki, moderują grupy dyskusyjne albo pracują jako hojnie wynagradzani konsultanci na styku i zarządzania. Oni mają więcej za niż przed sobą, nic więc dziwnego, że więcej pracują z ludźmi niż z maszynami.

Naprawdę nieliczni osiągają czwarty, najdalszy ze znanych mi poziom dojrzałości. Oni nie zajmują się rozwiązywaniem problemów, a zapobieganiem im poprzez budowanie takich rozwiązań technicznych i organizacyjnych, że negatywne zjawiska wokół informatyki zauważane są odpowiednio wcześnie, a odpowiedni ludzie w odpowiednim czasie - ani za wcześnie, ani za późno - biorą się za usunięcie przyczyn.

Prawdziwy informatyk powinien więc w swoim życiu zrobić każdą z tych czterech rzeczy: usunąć problem, napisać procedurę i pokierować zespołem, rozwinąć teorię oraz wymyślić i uruchomić mechanizm optymalizujący. Konia z rzędem temu, kto ułoży to w łatwo zapadające w pamięć zdanie, takie jak to o mężczyźnie, synu, domu i drzewie. A jeśli komuś się uda - niech napisze, zacytuję go w którymś z kolejnych felietonów.

PS. Jakiś czas temu w felietonie "Zaprzyjaźnij się z nieokreślonością", w druku zniekształconą do "nieskończoności" (CW 08/2005) napisałem o Janie Łukasiewiczu jako o lwowskim matematyku. Słusznie poprawiono mnie, że był matematykiem ze szkoły lwowsko-warszawskiej. Więcej o tym naukowcu i samej szkole filozofów i logików pod adresemhttp://plato.stanford.edu/entries/lvov-warsaw .


TOP 200