Ślizgacze

Matematyka jest nauką wymagającą skupienia, zastanowienia, czasu i logicznej interpretacji. Jednym słowem, wymaga tego wszystkiego, czego duch dzisiejszego, konsumpcyjnie nastawionego społeczeństwa coraz mniej zawiera.

Coraz więcej ludzi reprezentuje postawę promującą drogę na skróty do spełnienia swego konsumpcyjnego celu, a dostarczane mechanizmy i rozwiązania mają ten proces wspomóc, usprawniając go na tyle, aby stawał się on jeszcze łatwiej i szybciej przyswajalny. Coraz bardziej zatraca się też poczucie wartości zdobyczy. Nic tak nie utrwala bowiem doznań, jak trud zdobywania. Jeśli jednak wszystko jest osiągalne od ręki, za pomocą internetu, botoksu, viagry, operacji plastycznych i różnych cudownych metod oraz jeszcze cudowniejszej farmacji, jeśli pieniędzy się nie zarabia pracą wymagającą logicznego i twórczego nastawienia, a przez dobrą politykę marketingową, znajomości i kombinatorstwo, to po kiego grzyba ktoś miałby się trudzić? Po co miałby się uczyć matematyki?

Młody człowiek jest podatny na wpływy obserwowanego otoczenia i dobrze wie, że znajomość trygonometrii nie przyspieszy jego podboju świata. Bo żeby dzisiaj coś osiągnąć, trzeba skajpować, guglować, smsować i czatować, trzeba być obecnym na Fejsie - czyli istnieć, a nie wiedzieć. Ma być szybko i od razu do celu. Szkoda tylko, że ten cel tak zwodniczy. Bo czy rzeczywiście z powodu posiadania takiego lub innego gadżetu życie aż tyle zyskuje? Czy warto porzucać pracę od podstaw, logikę, doznania intelektualne, aby tylko osiągnąć sukces? Oczywiście, tak! Szkoda marnować ten krótki byt na poznawanie zawiłości matematyki, fizyki, chemii, skoro są lepsze możliwości podniesienia standardu życia, a przecież o to chodzi. Jeśli jednak ktoś ma takie hobbystyczne zacięcie, niech ślęczy nad tym, byle tylko nie narzekał potem, że ma życie nieudane.

Lokalny Informatyk ma szczerze dosyć dzieci znajomych, które sobie nie radzą w szkole, głównie z przedmiotami ścisłymi, przez co on ma zapewnioną dodatkową robotę społeczną w przyuczaniu. Nie chodzi mu już nawet o same konsultacje, ale o to, że sam musi najpierw do tematu się przygotować. Dlaczego? Bo w swojej długoletniej karierze zawodowej nigdy nie musiał posługiwać się nawet prostą matematyką, o naukach fizycznych już nie wspominając. Jest to kolejny dowód na to, że przedmioty te nie są nigdy potrzebne w życiu zawodowym, nawet jeśli najbardziej zaawansowana matematyka znajduje u nas zastosowanie w bankach, na promocjach i w kasach supermarketów.

Lokalny wietrzy w tym wszystkim spisek nauczycieli, którzy nauczają niezrozumiałych przedmiotów w sposób tak nieprzystępny, aby mogli zarobić na korepetycjach. Skutkiem tego cały kraj tonie w "korkach", nawet z historii, co nie dziwi o tyle, że tam też występują liczby.