Siła sprawcza papieru

Każda organizacja, której rozmiar przekracza pewien krytyczny punkt, dochodzi do wniosku, że największą siłę sprawczą ma papier. Władze przedsiębiorstwa czy instytucji rządowej, która osiągnie ten punkt, komunikują się z resztą świata za pomocą rozmaitych Ważnych Dokumentów - w nadmiarze produkują uchwały, ustawy, stanowiska, zarządzenia itp. Jednocześnie zaczynają od swoich kontrahentów wymagać, aby ci zaczęli się legitymować normami, zaświadczeniami czy certyfikatami.

Każda organizacja, której rozmiar przekracza pewien krytyczny punkt, dochodzi do wniosku, że największą siłę sprawczą ma papier. Władze przedsiębiorstwa czy instytucji rządowej, która osiągnie ten punkt, komunikują się z resztą świata za pomocą rozmaitych Ważnych Dokumentów - w nadmiarze produkują uchwały, ustawy, stanowiska, zarządzenia itp. Jednocześnie zaczynają od swoich kontrahentów wymagać, aby ci zaczęli się legitymować normami, zaświadczeniami czy certyfikatami.

Sama idea certyfikatu jest generalnie dobra. Niezależna instytucja certyfikująca zaświadcza swoją powagą i doświadczeniem, że jej klient posiada wiedzę czy umiejętności będące przedmiotem sprawdzenia. Świadectwo takie jest warte tyle, ile autorytetu ma owa instytucja. Sam nie kupiłbym dziecku zabawki bez znaczków B albo CE, co oznacza odpowiednio: polski bądź europejski certyfikat bezpieczeństwa.

Jeżeli produkcja papierowych dokumentów stanowi ostatni etap, podsumowanie podjętych działań to pół biedy. Są odbiorcy, którzy uwielbiają kolorowe kartki z mnóstwem pieczęci, hologramów i podpisów. Gorzej, jeżeli wydawanie takich dokumentów odbywa się zamiast działania.

Chcąc rozwiać wątpliwości klientów, Bank Zachodni SA wydał kolorową broszurkę,w której przekonuje ich, że problem roku 2000 mają z głowy. Broszurka ta wylicza wszystkie działania, które bank podjął w celu zapobieżenia ewentualnym problemom i na końcu daje jednoznaczną (wielką, wytłuszczoną czcionką) odpowiedź: TAK, zabezpieczyliśmy się.

Potwierdzeniem tego faktu jest certyfikat, znajdujący się na ostatniej stronie broszurki. Wygląda bardzo poważnie, bo posiada subtelnie barwione tło i skomplikowane wzory, zupełnie jak banknot albo świadectwo udziałowe. Brakuje tylko hologramu, ale to pewnie dlatego że podwyższyłby on koszt wydrukowania broszurki. Sam dokument jest lekturą bardzo interesującą. Drobiazgowo wylicza działania, które bank podjął, aby się zabezpieczyć przed ewentualnymi problemami. Jest też na swój sposób uczciwy, bo nie daje jednoznacznej gwarancji, że na pewno problemów nie będzie (kto ją daje, ten albo nie wie, co mówi, albo świadomie kłamie). Najciekawsza jest jednak ostatnia, najmniejsza linijka certyfikatu. Otóż jego wystawcą jest... zarząd Banku Zachodniego SA. Innymi słowy, bank certyfikuje sam siebie! Zamieszczony certyfikat ma numer 000001, domyślam się więc, że zarząd ma w planach wystawienie dalszych 999998 dokumentów. Z niecierpliwością czekam więc na dalsze!

Mam nadzieję, że wystawienie certyfikatu nie było w Banku Zachodnim SA substytutem działania, a jedynie jego podsumowaniem. Myślę tak, bo Narodowy Bank Polski i Krajowa Izba Rozliczeniowa były jednymi z pierwszych instytucji, które poważnie podeszły do problemu i wymogły na podległych im bankach stosowne działania. Wierzę, że Bank Zachodni przyłożył się do weryfikacji swoich systemów pod kątem Y2K. Ale jego zarząd nie prezentuje się w najlepszym świetle, kiedy z wielką pompą wystawia sobie samemu certyfikat. Wygląda na to, że bank traktuje swoich klientów jak nierozgarniętych chłopków-roztropków, którzy na widok Ważnego Dokumentu padną na kolana i nie będą zadawać żadnych pytań. Szkoda, bo wygląda na to, że tamtejsi informatycy wykonali kawał dobrej roboty i warto byłoby ich dokonania zareklamować nieco mądrzej.

Najgorsze, że mimochodem ośmiesza się też te niezależne instytucje, które wykonują bezstronne, ale czasochłonne sprawdzenie systemów klienta i starają się budować zaufanie rynku do wystawianych przez siebie zaświadczeń. A rynek, jak powietrza, potrzebuje instytucji dających bezstronną i kompetentną ocenę jakości rozwiązań informatycznych.


TOP 200