Sieć dla duszy

Widzę, że również w Polsce niesamowitą karierę robi "reengineering". Jest to dopiero etap zapoznawania się z tą koncepcją, jej przymiarek do sytuacji naszych przedsiębiorstw. Etap odkrywania, że przecież to tak doskonale pasuje do naszej przebudowy gospodarczej, do konstruowania wszystkiego od nowa: instytucji gospodarczych, przedsiębiorstw, organizacji.

Widzę, że również w Polsce niesamowitą karierę robi "reengineering". Jest to dopiero etap zapoznawania się z tą koncepcją, jej przymiarek do sytuacji naszych przedsiębiorstw. Etap odkrywania, że przecież to tak doskonale pasuje do naszej przebudowy gospodarczej, do konstruowania wszystkiego od nowa: instytucji gospodarczych, przedsiębiorstw, organizacji.

Reengineering jest bowiem zmianą stuprocentową, a nie ulepszaniem, racjonalizacją. Konkretnych realizacji reengineeringu w naszym kraju jeszcze nie jest wiele. Może twórcy tej koncepcji, Hammer i Champy powiedzieliby, że w ogóle nie ma.

Najważniejszym narzędziem reengineeringu jest informatyka. Jest to oddziaływanie dwukierunkowe. Z jednej strony, nowe struktury organizacyjne, na nowo ukształtowane procesy biznesowe wewnątrz firmy powodują, że informatyzowanie przynosi o wiele lepsze efekty niż informatyzowanie tradycyjnych struktur. Z drugiej strony, tak efektywne stosowanie informatyki stanowi dla niej samej wyzwanie coraz szybszego rozwoju i coraz lepszego dostosowywania się do logiki świata interesów i pieniędzy. Obecnie informatyka stanowi w świecie niezwykle twórcze pogranicze biznesu i techniki. Na marginesie, zastanawiam się czasem, czy mała liczba konkretnych zastosowań reengineeringu w Polsce - przy znaczej świadomości, że powinno się go używać - nie wynika przypadkiem z tego, że wiele firm z branży komputerowej tak naprawdę nie umie wykorzystać tej rodzącej się koniunktury i dalej próbuje handlować pudełkami: sprzętu albo dyskietek. Jeśli byłaby to prawda, to wypada stwierdzić, że polscy informatycy sami podcinają sobie skrzydła. Bowiem ich przyszłość zależy przede wszystkim od maksymalnego przybliżenia się do biznesu.

Może jednak nie mam racji i opóźnienia w stosowaniu reengineeringu mają inne źródła. Spotkałem się z opinią, że "to po prostu moda", a do mód trzeba podchodzić wstrzemięźliwie. Cytowany menedżer powoływał się na losy innych mód, np. kolejnych koncepcji budowy biur. Raz uzasadniano, że powinna to być wielka hala dla wszystkich w celu polepszenia komunikacji i wzajemnej kontroli, innym razem udowadniano, że nie ma nic lepszego niż małe pokoje, w których łatwiej się skupić. Wszyscy mają rację. I każda firma powinna indywidualnie wybrać model. W zasadzie przekonał mnie, że reengineering jest bardzo dobrym rozwiązaniem pod warunkiem, że wszystkie firmy nie zastosują go jednocześnie. Zawsze największe korzyści są z różnorodności, żeby jedni mogli korzystać z pomysłów drugich. Ja jednak mam swoje wyjaśnienie, dlaczego taki, zdawałoby się cudowny, sposób na skok do przodu jeszcze nie jest powszechnie stosowany w Polsce, a na Zachodzie też bardzo często nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Po prostu reengineering, jak większość współczesnych koncepcji uzdrawiania firm i całych branż, dotyczy budowy struktur i procesów zachodzących między poszczególnymi elementami tej struktury. Tymczasem największe problemy, z którymi zmagają się firmy, to są problemy tkwiące w ludziach. Ich emocje, aspiracje, pasje, kompleksy. Nie ma jeszcze takiej koncepcji reformowania, takiej formuły przedsiębiorstwa, w którą byłby wmontowany dobry duszek, który w stosownym momencie pojawiałby się na ekranie monitora komputerowego, pracującego w firmowej sieci informatycznej i radził pracownikowi, jak sobie poradzić z emocjami, które go właśnie opanowały i nie pozwalają dobrze pracować.

Grzegorz Turniak jest dyrektorem Neumann Institute w Warszawie.