Ruch na giełdach

Działo się to w połowie lat siedemdziesiątych. Dwaj inżynierowie z pewnej zagranicznej firmy komputerowej (dziś powiedzielibyśmy: informatycznej), uruchamiali w Polsce duży system. Polegało to na wykonywaniu przewidzianych procedurami i trwających tygodniami testów i ewentualnych, wynikających z nich, regulacji.

Działo się to w połowie lat siedemdziesiątych. Dwaj inżynierowie z pewnej zagranicznej firmy komputerowej (dziś powiedzielibyśmy: informatycznej), uruchamiali w Polsce duży system. Polegało to na wykonywaniu przewidzianych procedurami i trwających tygodniami testów i ewentualnych, wynikających z nich, regulacji.

Każdego piątku, gdy dochodziła godzina końca pracy, pospiesznie wyłączali cały system i z okrzykiem "Bristol disco!" ruszali w kilkusetkilometrową podróż do stolicy. Pospieszność wyłączania polegała na tym, że zamiast uruchamiania normalnej, zajmującej około dwóch minut, procedury, naciskali specjalny przycisk powodujący wyłączenie natychmiastowe, a zarezerwowany na takie okazje, jak pożar czy zagrożenie zdrowia i życia personelu. Na skutek obchodzenia procedur nie trzeba było długo czekać: któregoś poniedziałku komputer w ogóle nie dał się uruchomić, z powodu - jak się okazało - rozlicznych uszkodzeń elektroniki.

Zapewne mało kto pamięta sytuację, jaka zdarzyła się na początku lat dziewięćdziesiątych na stawiającej wówczas pierwsze kroki giełdzie warszawskiej. W piątek, już po godzinach pracy, dostawca systemu komputerowego dokonał tam aktualizacji . Ponieważ robiono to często u wielu klientów i zawsze wszystko było dobrze, tym razem zaniechano ostatniego kroku procedury, czyli banalnej czynności sprawdzenia skutków zmian. Te dały o sobie znać już w najbliższy poniedziałek, kiedy to system nie dał się uruchomić.

W październiku ub.r. poważne problemy spowodowane awarią systemu informatycznego po wprowadzeniu doń zmian wystąpiły na giełdzie w Zurichu, która z tej przyczyny nie była czynna przez dwa dni.

W kwietniu 2000 r., z powodu awarii systemu informatycznego, przez osiem godzin nieczynna była giełda w Londynie. Przyczyną znów były procedury: rano, tak jak każdego dnia, automatycznie uruchomił się tam system obsługi codziennej sesji giełdowej. W wykonującej to procedurze nie przewidziano jednak sprawdzenia, czy nadal trwa nocne przetwarzanie wsadowe, którego zakończenie było warunkiem poprawnego działania systemu obsługi sesji. Nie przewidziano, ponieważ przetwarzanie to zawsze kończyło się o kilka godzin wcześniej.

Również w kwietniu, z powodów, które określono jako "techniczne", wypadł dzień na giełdzie w Mediolanie. Na tej samej giełdzie, w środę, 5 lipca br., system informatyczny znów nie działał. Jako przyczynę podano brak przestrzegania procedur podczas "prostych czynności obsługowych". Firma SIA, prowadząca obsługę i eksploatację stosowanego tam systemu, oświadczyła, że to "tylko błąd ludzki, polegający na pójściu na skróty w stosunku do obowiązującej procedury". Dalej firma ta poinformowała, że same jej procedury są bardzo dobre, na co ma ona nawet stosowne świadectwa ISO 9000, a w ogóle to awarie zdarzają się wszędzie, nawet na giełdzie nowojorskiej.

To oświadczenie SIA przypomina dowcip sprzed lat, w którym genialny komputer radziecki, odpowiadający na wszelkie pytania i dlatego obwożony po różnych wystawach, sięgał po argument "A w Ameryce biją czarnych...", gdy tylko pytanie było trudne politycznie.

A jeżeli o ISO 9000 chodzi, to dotąd sądziłem, że procedury to spisane reguły działania i przestrzegający ich ludzie. Widać byłem w błędzie. Jest jednak nadzieja na lepsze: giełda londyńska i frankfurcka łączą się, dając początek tzw. zintegrowanemu europejskiemu rynkowi akcji. Do porozumienia tego mają wkrótce przystąpić Mediolan i Madryt. Szykuje się duży ruch na giełdach.


TOP 200