Rewiry Informatyki

Grosz do grosza ...

Grosz do grosza ...

W numerze 25/97 CW ukazał się mój felieton "Wskaźniki ze statystyki", w którym poruszałem problem wydajności firmy komputeryzującej górnictwo. Okazuje się jednak, że informatyzacja w tej branży, jaka by ona nie była i tak nie jest w stanie poprawić naszej, to znaczy podatników sytuacji na tyle, aby nasze pieniądze nie były marnotrawione. Cały problem z komputeryzacją jest zaledwie wierzchołkiem góry lodowej, gdzie u podstaw leżą nienormalne zasady ekonomii.

Jak podaje "Dziennik Zachodni" z dnia 6 czerwca 1997 r. wysokie dochody osobiste w spółkach węglowych mają się nijak do ich wyników finansowych. Spółki te przynoszą bowiem kolosalne straty, natomiast ich szefowie zarabiają 20 tys. zł miesięcznie, nie licząc premii, 13-tek i 14-tek. W samych kopalniach sytuacja nie wygląda już tak różowo i sztygar wynagradzany jest zaledwie na poziomie profesora zwyczajnego (2 tys. zł). Generalnie średnia płac w tej branży jest najwyższa w całej gospodarce, o prawie 80% wyższa od średniej krajowej.

Zastanawiających jest tu wiele rzeczy. Po pierwsze dlaczego daje się zarabiać w firmach nie przynoszących dochodu? Czy tylko po to, aby utrzymywać sztucznie miejsca pracy, jak widać, bardzo drogie? Po drugie, jaki jest sens dla społeczeństwa w dopłacaniu do tego interesu?

O ile można się pogodzić z dofinansowywaniem wojska, policji, oświaty i służby zdrowia - dziedzin nieprodukcyjnych i niekomercyjnych, ale koniecznych dla istnienia i rozwoju społeczeństwa i państwa, o tyle górnictwo tych przymiotów sobą nie reprezentuje. Nie stanowi ono także awangardy technologicznej dla gospodarki narodowej. Jeżeli mamy dopłacać do przechowalni miejsc pracy, to kto wyraził zgodę na wysokość stawek? Zastanawiające jest, jaką rolę w tym kontekście odgrywają systemy informatyczne stosowane w górnictwie. Jeżeli bowiem chcemy rozwijać przechowalnie miejsc pracy, to należy natychmiast z informatyki zrezygnować i przeprowadzić reengineering, zatrudniając dodatkowych pracowników do działów biurowych (wyposażonych co najwyżej w kalkulatory), kosztem likwidacji stanowisk fizycznych. Globalnie liczba zatrudnionych pozostanie - powiedzmy - ta sama, za to zmieni się struktura wynagrodzeń, gdyż pracownik biurowy zarabia mniej niż górnik i zmniejszy się wydobycie węgla, do którego to wydobycia będziemy tym samym mniej dopłacać.

Nie chciałbym, aby ten felieton był interpretowany jako odwet z zazdrości o zarobki, więc oświadczam, że nie wnoszę żadnych zastrzeżeń do gaży (50 tys. zł plus dodatkowe świadczenia) prezesa dużej spółki giełdowej, przynoszącej znaczne zyski - przynajmniej tak długo, dopóki nie będę partycypował w "składce" na jego utrzymanie.


TOP 200