Redakcja w sieci

Od czasu, kiedy każda i każdy z nas ma swój internetowy adres, w redakcji zrobił się pewien ruch.

Od czasu, kiedy każda i każdy z nas ma swój internetowy adres, w redakcji zrobił się pewien ruch.

Oczywiście nie przy wszystkich komputerach. Pierwszym przejawem indywidualnego dostępu do światowej sieci było wielogodzinne przebywanie w redakcji jej młodszych członków (światło gasło dawno po zakończeniu programu telewizyjnego).

Jak można się domyślać, redakcyjna dziatwa - niemal przyklejona do ekranu monitora - szperała w niecenzuralnych zakamarkach Internetu. Ile to było przezyć, westchnień, komentarzy... Ile nerwowych chwil w oczekiwaniu na powolnie wypełniającą powierzchnię ekranu refleksyjną(?) postać kobiety. Pomyślałem sobie, że ten Internet to prawdziwa tragedia dla redakcji. Jednak problem ten znikł tak samo szybko, jak się pojawił. Dziś - zaledwie po kilku tygodniach - to właśnie redakcyjna dziatwa korzysta z Internetu z powagą godną ustabilizowanego informatyka. Co więcej - jak coś "pada" - pojawia się podobny problem do tego, gdy w słuchawce telefonu nie słychać nawet buczenia. Pojawiają się pełne pretensji uwagi, że "tak nie da się pracować".

Rzeczywiście Internet nam pomaga. Pierwszą jego zaletą - którą wszyscy sobie chwalią - jest szybkość, a drugą - oszczędność czasu. Stał się on więc nieodzownym narzędziem naszej pracy.

Co jeszcze zauważyłem w pierwszych dniach naszego obcowania z Internetem, poza tym, że nie jest on dla nas zabawką. Otóż jeśli męczą się z nim młodzi dziennikarze, tak ci z dłuższym stażem pracy przedkładają nad Internet tradycyjne formy komunikacji. Ciekawe czy jest to kwestia przyzwyczajenia, czy braku zaufania? Wiadomo jednak, że postępu nie da się zatrzymać i wkrótce nasi starsi koledzy będą najlepszymi znawcami sieci. Dziś czekają aż młodzi przetrą nieznane szlaki i wykażą, że działa "to" sprawniej niż faks, list i telefon. To jest oczywiste i zrozumiałe.

Zupełnie jest dla mnie niezrozumiałe, dlaczego firmy oferujące usługi, oprogramowanie i sprzęt do Internetu zarzucają nas kopertami i marnej jakości faksami. Widać, że Internetem posługują się teoretycznie, albo - co gorsza - nie mają zaufania do usług, które propagują.

Z tych pierwszych wrażeń z naszej codziennej pracy z Internetem wnioskuję, że jest przed nim w Polsce jeszcze ogromna przyszłość.