Raj zbudujemy sami

W Polsce 2010 roku w każdym domu ma być telefon, a w co piątym poczta elektroniczna - twierdzą autorzy prognozy "W perspektywie XXI wieku", powstałej w Komitecie Prognoz "Polska w XXI wieku" przy Prezydium Polskiej Akademii Nauk.

W Polsce 2010 roku w każdym domu ma być telefon, a w co piątym poczta elektroniczna - twierdzą autorzy prognozy "W perspektywie XXI wieku", powstałej w Komitecie Prognoz "Polska w XXI wieku" przy Prezydium Polskiej Akademii Nauk.

Na pierwszy rzut oka wiadomość ta jest niemal szokująca. Jednak po chwili zastanowienia doszedłem do wniosku, że to żadna rewelacja. Bowiem coż to będzie za osiągnięcie posiadanie w 2010 roku telefonu? Jeśli porównamy naszą przyszłość z zapowiedziami chociażby Novella (piszemy na ten temat na str. 4), czarno na białym zobaczymy różnicę dzielącą nas dziś od rozwiniętych krajów. Rozmawiamy o dwóch całkowicie różnych światach. Szkoda tylko, że świat, który przepowiadają nam naukowcy już dziś kojarzy się z muzeum. Wypada tylko mieć nadzieję, że rzeczywistość wyprzedzi najśmielsze przepowiednie. Najprawdopodobniej zresztą tak się stanie. Stanie się tak, wbrew wiedzy i przypuszczeniom polskich decydentów.

Dziś bowiem hasło społeczeństwo informacyjne znaczy dla nich dokładnie nic. Kiedy na jednym z posiedzeń sejmowej komisji ds. kultury przedstawiono problematykę Internetu, telewizji interaktywnej, poczty elektronicznej, jej członkowie zachowywali się jak dzieci w pierwszej klasie. Okazało się, że ludzie konstruujący przyszły obraz Polski nie mają bladego pojęcia o czymś, czym od kilku już lat żyje rozwinięty świat. Jedynym komentarzem, który możemy usłyszeć do tego rodzaju podejmowanych w Polsce przedsięwzięć jest brak pieniędzy. Mamy chociażby ostatni przykład WARMANA.

Jeśli dyskutujemy z kolei o Internecie, też wszystko sprowadza się do pieniędzy. Gdy ludzie na świecie wprzęgają sieć do każdej dziedziny życia, nawet walki politycznej, w Polsce największym problemem są opłaty za jego korzystanie. Co ciekawe i smutne zarazem, nic z tych dyskusji nie wynika. Podobnie jest z informatyzacją administracji publicznej, gdzie od lat prowadzi się jałowe dyskusje o standardach, co pomału zakrawa na żart historii.

I gdybyśmy tak rzeczywiście przejmowali się tymi wszystkimi trudnościami, stalibyśmy się marginesem. Ale niestety, dziś wyraźnie już widać, że budowanie społeczeństwa informacyjnego odbywa się na dole. Bez wiedzy, udziału i świadomości decydentów, którzy nie wiedzą, co już w kraju zbudowano. Wynika z tego jasno, że tylko nie oglądając się na odgórnie wytyczone cele, mamy szansę mieć coś więcej w Polsce, niż telefon w każdym domu w 2010 roku.