Radio, polskie, 85 lat

Niby tylko sobotni wyjazd do Warszawy, ale było w nim coś z wyprawy. Bo zdecydowałem się nań w ostatniej chwili, na tydzień zaledwie przed zamknięciem Wystawy z okazji 85-lecia Polskiego Radia. W ostatniej chwili, bo cały czas miałem wątpliwości, czy nie będzie to kolejna wystawa o ostrym zabarwieniu ideolo, przedstawiająca temat tendencyjnie, widziany z jednego tylko, słusznego punktu widzenia, jakich to wystaw pełno teraz u nas, nie wyłączając nawet tych w Muzeum Techniki.

Zostałem bardzo mile zaskoczony, gdyż wszystko, co tam pokazano, było podane absolutnie bezstronnie, interpretację zostawiając zwiedzającym. Przykładowo - w jednym z pomieszczeń odtwarzano w kółko fragmenty różnych historycznych przemówień, a pośród nich i to, ze słynnym pytaniem Edwarda Gierka "Jak? Pomożecie?".

Pewne rzeczy, we współczesnym kontekście, wypadały niemal zabawnie, jak chociażby plakat z Katowic z kwietnia 1927, gdzie tą drogą przypominano tam o obowiązku rejestracji "radjoodbiorników" i to zarówno lampowych, jak i detektorowych (czyli tych "na kryształek i słuchawki"). Jego niedopełnienie groziło konfiskatą odbiornika i grzywną do 5 tys. złotych lub 6 miesięcznym aresztem.

Pierwszy jednak proces o niepłacenie abonamentu miał miejsce już w październiku roku 1926, w Warszawie, kiedy to właściciela tamtejszej piekarni sąd ukarał grzywną w wysokości 500 złotych, z zamianą na 2 miesiące aresztu.

Pierwsze audycje nadawano po 2 godziny dziennie, a studio warszawskie było dumne z tego, że miało aż dwa mikrofony (studia telewizyjne zmagały się później na liczbę kamer).

Były rzeczy aktualne do dziś, a może nawet - bardziej dziś, jak fragment z pisma "Radiofon" z 1927 roku: "Głos prelegenta radiowego winien być radiofoniczny, czyli czysty, wyraźny, dobitny, dobrze modulowany. (...) Również seplenienie, stękanie i powtarzanie pewnych wyrazów w rodzaju panie dobrodzieju, ten tego, więc itd., wyrazów wypowiadanych dla zastąpienia chwilowej pustki myślowej, oddziaływa w stopniu bardzo ujemnym na nieszczęsnych radiosłuchaczy".

Nie sposób wybrać i przedstawić tu jakieś najważniejsze w historii Polskiego Radia fakty, bo wydarzeń typu "pierwsza, pierwszy, pierwsze" było bez liku, a wszystkie one świadczą, jak żmudny był to rozwój, dokonujący się małymi kroczkami, czego dobrym przykładem były najpierw same kolejne nadajniki, a potem - stopniowy wzrost ich mocy.

Wystawa jest już zamknięta, ale prawie wszystko nadal można obejrzeć na stronie internetowej Polskiego Radia, gdzie przedstawiono to w postaci pomysłowego i oryginalnego kalendarium, jednak, aby zeń skorzystać, trzeba trochę czasu i ćwiczeń na zrozumienie przyjętej konwencji prezentacji. Wielka szkoda natomiast, że nie ma tam tego również w wersji tekstowej, do ściągnięcia, przez co ponowne odnalezienie raz widzianej notki staje się koszmarem. Tak samo szkoda, że żadnych materiałów drukowanych nie przygotowano na samą wystawę (np. za pamiątkowy album chętnie bym zapłacił, nawet teraz).

Pod koniec sierpnia roku 1935 dyrektorem Polskiego Radia został Roman Starzyński, zastępując na tym stanowisku, 53-letniego wówczas, Zygmunta Chamca - założyciela i pierwszego dyrektora tej instytucji, którego miesiąc wcześniej z pompą pożegnano. Jak podaje rzeczone internetowe kalendarium, kilka dni później, bo 1 września tegoż roku "wprowadzono wiele zmian personalnych na kierowniczych stanowiskach w centrali Polskiego Radia, a także w rozgłośniach regionalnych". I tę szczytną tradycję - gdy tylko skończył się okres słusznie miniony - ze szczególną pieczołowitością przywróciliśmy i kontynuujemy do dziś, rozciągając ją jeszcze przy okazji na młodszą siostrę radia, czyli telewizję.