Rada gminy w Internecie

Obserwując powolne dojrzewanie życia politycznego w Polsce w jego podstawowych płaszczyznach, trudno na poważnie omawiać zmiany społeczne i polityczne wywołane nowoczesną technologią. Tymczasem w utrwalonych demokracjach problem ten nabiera coraz istotniejszego znaczenia. Jeżeli dziś jest on jeszcze dalece teoretyczny, to jednak na tyle realny, że świat polityki - wyrażając lęk i troskę o przyszłość społeczeństw - pragnie w pierwszym rzędzie zapewnić sobie nie mniej wpływowe miejsce w nowoczesnym społeczeństwie informacyjnym niż doświadczamy tego obecnie.

Obserwując powolne dojrzewanie życia politycznego w Polsce w jego podstawowych płaszczyznach, trudno na poważnie omawiać zmiany społeczne i polityczne wywołane nowoczesną technologią. Tymczasem w utrwalonych demokracjach problem ten nabiera coraz istotniejszego znaczenia. Jeżeli dziś jest on jeszcze dalece teoretyczny, to jednak na tyle realny, że świat polityki - wyrażając lęk i troskę o przyszłość społeczeństw - pragnie w pierwszym rzędzie zapewnić sobie nie mniej wpływowe miejsce w nowoczesnym społeczeństwie informacyjnym niż doświadczamy tego obecnie.

Myślę, że informatyka i jej osiągnięcia nie stanowią zagrożenia dla demokracji. Demokracja nie wymaga komputerów, aby przeistoczyć się w dyktaturę. Podobnie jest odwrotnie. Oczywiście, tworzy się różne teorie o mających opanować świat "infokratach", którzy to, mając doskonałą orientację w narzędziach informatycznych, przejmą we władanie świat. Nie sądzę, aby było to realne zagrożenie. Chociażby dlatego, że demokracja również może wykorzystać nowoczesne technologie dla własnego rozwoju i obrony. Wszak losy świata nie zależą wyłącznie od broni użytej przez agresorów, ale także od metod, jakimi posłużą się obrońcy właściwego ładu.

Jeżeli zagrożenie dla demokracji istnieje ze strony nowoczesnych technologii, to związane jest ono ze zmianą jakości życia społeczeństw. Toteż ważne jest właściwe zrozumienie czym jest informatyka i chociażby tak bliska jej dziedzina, jak telekomunikacja. W jaki sposób wpływają one na ewolucję zachowań społecznych.

Politycy zaczynają zdawać sobie sprawę z procesu ucieczki jednostek od życia wspólnotowego. Dziś możemy już wyobrazić sobie człowieka zaopatrzonego w osiągnięcia nowoczesnej techniki, któremu w domowym miniświecie nie jest potrzebny - a przynajmniej jest znacznie mniej potrzebny - kontekst wspólnoty. Już dziś daje się zauważyć styl naszego życia bliski pośpiechowi telewizyjnych ekranów. Właśnie ten elektroniczny horyzont przysłania atrakcyjność kontaktu społecznego. A pomyślmy o telewizji interaktywnej. Jakie wtedy będzie zapotrzebowanie na umeblowanie samotności milionów widzów. Co w takiej sytuacji uznawane będzie za poprawę jakości życia? Nie ulega wątpliwości, że kolejne, wirtualne strumienie rozrywki.

Nie więc większy czy mniejszy dostęp do sieci zbiorów informacji stanowi zagrożenie dla współczesnego porządku politycznego, a właśnie wyobcowany, zaspokojony wszystkim człowiek, któremu w świecie ekranów, telefonów, wirtualnych banków nawet nie będzie się chciało pomyśleć o strukturach społecznych i politycznych, organizujących jego życie.

Co zrobić z tym problemem? Rozwiązań jest wiele, choć nie można dokładnie przewidzieć zachowań społecznych, można natomiast je sprowokować, inaczej mówiąc uprzedzić. Z tą myślą wybierałem się na spotkanie niemieckich i polskich polityków, którzy dyskutowali nad problemem polityki i demokracji w dobie społeczeństwa informacyjnego. "Nowy wspaniały świat?" - brzmiało hasło spotkania. Myślę, że będzie to raczej brzydki świat. Chyba że nagle pojawią się politycy świadomi stojących przed nimi wyzwań. Ale politycy to przecież tacy sami ludzie, jak my. Dlaczego więc mieliby być inni?