Rachunek umiejętności

Wydaje mi się, że niektórzy ludzie są przekonani, iż informatyk z tym się urodził. Pogląd ten opieram na obserwacjach relacji pomiędzy użytkownikami a zawodowcami lub między pracodawcami a informatykami.

Wydaje mi się, że niektórzy ludzie są przekonani, iż informatyk z tym się urodził. Pogląd ten opieram na obserwacjach relacji pomiędzy użytkownikami a zawodowcami lub między pracodawcami a informatykami.

Często bowiem zdarza się, że przełożeni odmawiają skierowania informatyka na kurs specjalistyczny w związku z niebagatelnymi kosztami. Spływa po nich jak woda po kaczce uzurpowanie sobie przez specjalistów komputerowych prawa do ustawicznego dokształcania. Jakby nie widząc sprzeczności pomiędzy niemożnością podnoszenia kwalifikacji a burzliwym rozwojem technologii, wymagają od informatyków stałej gotowości do rozwiązywania wszelakich problemów, nawet z zakresu, w którym powinni być, a nie zostali przeszkoleni. Nie jest to być może tendencja nagminna, niemniej zdarzają się tego typu przypadki.

Gdy byłem studentem dawno temu, pewien profesor uświadamiał nam, że nie uczymy się elektroniki, aby w życiu zawodowym naprawiać urządzenia. Śmiem przypuszczać, że profesor był w błędzie (bo chyba przecież nie oszukiwał nas z determinacją!), mylnie roztaczając wizje przyszłości, przynajmniej dla niektórych z nas. Mnie zdarza się ostatnio regularnie naprawiać komputery, chociaż jestem od początku życia zawodowego fachowcem od oprogramowania. Komputery naprawiam, gdyż się psują, i przyznać muszę, że chociaż nigdy nie byłem szkolony we współczesnym sprzęcie PC, usuwanie awarii idzie mi gładziutko. Bo też żadna to filozofia wymienić uszkodzony układ - i rzeczywiście elektroniki nie trzeba do tego studiować.

Nie wstydzę się wykonywanej pracy, chociaż daleka jest od moich marzeń i kwalifikacji. Obecny rynek pracy dyktuje zapotrzebowanie na usługi, cieszę się więc, że moim atutem jest duża elastyczność w zakresie umiejętności komputerowych, co pozwala mi na komfort psychiczny, tak istotny w dzisiejszych czasach. Co więcej - dysponowanie szerokim wachlarzem umiejętności dowartościowuje człowieka, potrafiącego własnym sumptem zdziałać wiele (typowy syndrom złotej rączki minionych czasów, gdy o fachowców było trudno). W działalności naprawczej najgorsze jest to, że człowiek dosyć poważnie się utytła. W rzeczy samej grzebanie w kablach pod biurkami czy gmeranie w od lat nie otwieranym komputerze nie należy do czystych zajęć.

Gdy wreszcie naprawię wszystko, co było do naprawienia, mogę zająć się sprawami bardziej mi bliskimi, czyli programowaniem i oprogramowaniem. Mimo że na kursy nie uczęszczam (o czym na wstępie), radzę sobie całkiem nieźle w moim jednoosobowym grajdole - z umiejętnością czytania i odrobiną oleju w głowie można przetrwać całkiem nieźle.

Mimo wielu zastrzeżeń do mojego życia zawodowego (bo różnie przecież bywa), nie żałuję wcale, że z moim charakterem nie zostałem ani wielkim specjalistą od wielkich rzeczy, ani - tym bardziej - przedstawicielem handlowym.


TOP 200