Przystępność zorganizowana

Jestem osobą staroświecką i przyzwyczajoną do tradycji. Zegarek mam mechaniczny i ustawiam go tak, aby się śpieszył pięć minut, zaś adresy, kontakty i telefony trzymam w papierowym notatniku za kilka złotych. Zegarek ma tę wyższość nad elektronicznymi cudami pokazującymi czas z dokładnością do pół sekundy niczym hejnał mariacki w radiu, że nie wymaga żadnych bateryjek. Wystarczy założyć go na rękę i sam nakręca się od machania. Notatnik poza ceną, która o kilka rzędów wielkości odbiega od cen nawet najtańszych elektronicznych osobistych organizatorów życia, posiada wiele innych zalet. Tak jak zegarek, nie wymaga bateryjek i ich ładowania. Jest znacznie szybszy w nielogicznym przeszukiwaniu bazy danych adresów, a co więcej, pozwala robić notatki w każdych warunkach, nawet w deszczu lub w samolocie. Mój notatnik przyjmuje zapisy w dowolnych formatach i konwencjach: ciocia Janka zapisana jest pod ''C'', zaś hydraulik pod ''Z'', bo tak mi się kiedyś napisało.

Jestem osobą staroświecką i przyzwyczajoną do tradycji. Zegarek mam mechaniczny i ustawiam go tak, aby się śpieszył pięć minut, zaś adresy, kontakty i telefony trzymam w papierowym notatniku za kilka złotych. Zegarek ma tę wyższość nad elektronicznymi cudami pokazującymi czas z dokładnością do pół sekundy niczym hejnał mariacki w radiu, że nie wymaga żadnych bateryjek. Wystarczy założyć go na rękę i sam nakręca się od machania. Notatnik poza ceną, która o kilka rzędów wielkości odbiega od cen nawet najtańszych elektronicznych osobistych organizatorów życia, posiada wiele innych zalet. Tak jak zegarek, nie wymaga bateryjek i ich ładowania. Jest znacznie szybszy w nielogicznym przeszukiwaniu adresów, a co więcej, pozwala robić notatki w każdych warunkach, nawet w deszczu lub w samolocie. Mój notatnik przyjmuje zapisy w dowolnych formatach i konwencjach: ciocia Janka zapisana jest pod ''C'', zaś hydraulik pod ''Z'', bo tak mi się kiedyś napisało.

Cieszę się staroświeckością i zacofaniem szczególnie wtedy, gdy przychodzi mi obserwować, jak inni cierpią katusze związane z posiadaniem nowoczesnych gadżetów elektronicznych. Wymiana bateryjki w zegarku to jest operacja logistyczna godna małego konfliktu zbrojnego. Nie wiadomo dlaczego producenci wyrabiają tysiące rodzajów niestandardowych bateryjek o dziwacznych symbolach. Skoro normalne baterie mogą mieć cztery czy pięć typów (w praktyce AA, C, D oraz 9 V, czasami jeszcze AAA), to nijak nie można wyrozumieć, dlaczego w każdym zakładzie zegarmistrzowskim stojak z bateryjkami do zegarków elektronicznych musi przypominać obficie udekorowaną choinkę? Pewnie sprzedaż bateryjek przynosi więcej zysków niż sprzedaż zegarków. Tym bardziej że w przypadku osobistych notatników elektronicznych jakoś ten problem udało się rozwiązać: większość ma akumulatorek. Śmiesznie zaczyna być wtedy, gdy model całkowicie bezprzewodowy, który synchronizuje się z komputerem poprzez Bluetooth, trzeba i tak podłączać do ładowaczki. Kabelkiem.

Największą radość mam jednak, gdy znajomi sprawni technicznie inaczej proszą mnie o pomoc w zorganizowaniu adresowej bazy danych. Już w trakcie wpisywania pierwszego kontaktu okazuje się, że trzeba podejmować decyzje, za które potem będzie płaciło się nieczytelnością notatek. Czy adres domowy ma być pierwotny, czy też będzie to adres w pracy? Podawać numer kierunkowy miasta przed numerem telefonu czy też nie? A numer kierunkowy kraju? A kraj?! Ostatecznie po pół godzinie rozważania takich podstawowych problemów egzystencjonalnych i tak podejmuje się fałszywe ustalenia, bo przy trzydziestym którymś adresie nieszczęsny posiadacz nadłońnika siódmej generacji afrykańskiej (Palm Zire) zauważa, że w bazie ma miejsce tylko na jeden adres poczty elektronicznej, zaś wiele osób posiada kilka aktywnych skrzynek. Nie wspominam o takim drobiazgu, jak wyświetlanie danych na maleńkim ekraniku i konieczności ciągłego przewijania wirtualnej taśmy wspomnień. Przecież i tak za rok lub dwa lata całą bazę trzeba będzie ręcznie przenieść do kolejnego ustrojstwa, które oczywiście będzie miało inny zestaw pól rekordów. Przyjemnego klepania.

Cała moja schadenfreude bierze się stąd, że jako osoba, zmuszona zawodowo do używania urządzeń nowoczesnych technologii, wiem, iż technologia zawsze wyprzedza przyzwyczajenia i obyczaje. Trudno bowiem wyobrazić sobie, że ludzie mają inne nawyki niż my, że nie potrafią myśleć tak jak my i że różnic tych nie da się łatwo zniwelować. Nawet przez rewolucje. Szczególnie przez rewolucje technologiczne.