Przez szklaną szybę

Siedziałem ostatnio z kolegą w restauracji przy oknie, tuż obok chodnika. Była pora jedzenia, czyli koło południa, więc wokół nas kłębił się tłum zajmujących miejsca, zamawiających oraz jedzących. A wszystko w niesamowitym hałasie, bo każdy miał coś do powiedzenia.

Siedziałem ostatnio z kolegą w restauracji przy oknie, tuż obok chodnika. Była pora jedzenia, czyli koło południa, więc wokół nas kłębił się tłum zajmujących miejsca, zamawiających oraz jedzących. A wszystko w niesamowitym hałasie, bo każdy miał coś do powiedzenia.

Ostatecznie po to wymyślono lunch biznesowy, aby się ludzie nagadali. W cztery oczy. Rzeczywiście, tylko z oczu można było wyczytać, co też ma na myśli rozmówca, bo słowa słabo docierały do świadomości. W pewnym momencie przez pół sali przebiegł w naszą stronę zaaferowany mężczyzna. Jednak nie patrzył na nas, ale na kogoś, kto szedł chodnikiem. Zaczął energicznie stukać w szybę, ten drugi zatrzymał się, uśmiechnął i widać było, że coś mówi. Ale szyba była gruba, a szum w środku potężny. Przez chwilę obaj panowie gestykulowali zawzięcie, usiłując wzajemnie namówić się na przejście na drugą stronę okna. Byliśmy jednak w samym rogu restauracji i jasne było, że droga do spotkania bez szyby jest daleka.

Wtedy mężczyzna stojący obok nas miał przebłysk geniuszu - złapał za serwetkę, napisał numer swego telefonu komórkowego i pokazał temu drugiemu, jednocześnie wyjmując aparat. Tamten wyjął swój, wystukał 10 cyfr i po chwili obaj gadali w najlepsze, w dalszym ciągu widząc się przez szybę. Była to scena jak z filmowej wizyty w więzieniu, nie wiadomo jednak, kto był pensjonariuszem, a kto odwiedzającym.

No i nikt nie przerywał widzenia. Panowie umówili się na prawdziwe spotkanie, wyłączyli telefony i pomachali przez szybę, po czym rozeszli się jakby nigdy nic.

Pomyślałem sobie, że była to symptomatyczna ilustracja naszych codziennych problemów komunikacyjnych. Dużo mówimy, jeszcze więcej piszemy, stosujemy coraz bardziej wymyślne środki techniczne do przekazywania informacji, ale tak naprawdę niewiele mamy sobie do powiedzenia. Kiedyś bohaterowie miniscenki przez szybę spotkaliby się przy płocie między gospodarstwami albo na chodniku obok kamienicy, pogadaliby sobie o życiu, znajomych, polityce, umówili na wódkę. Dziś nikt nie ma czasu na takie bezinteresowne spotkania.

Pogaduszki towarzyskie zostały zastąpione czatami oraz listami dyskusyjnymi. Dzięki technologii możemy nasze rozmowy uczynić publicznymi. Z jakichś powodów obnażanie swoich myśli stało się modne. Większość gazet internetowych ma kolumny poświęcone komentarzom odwiedzających (CW jeszcze nie, ale pewnie i nas to nie ominie).

Lektura wypowiedzi, było nie było publicznych, budzi moje przerażenie. Po prostu większość ludzi nie ma nic do powiedzenia.

Objawy szczególnie nasilają się, gdy jakieś wydarzenie zawładnie wyobraźnią mas: ktoś daleko skoczy, ktoś wrzuci dziecko do rzeki, ktoś przypomni bolesną przeszłość. Wtedy rzucamy się do pisania. Może dlatego jest nam łatwiej, że wszystkie lub prawie wszystkie wypowiedzi są anonimowe, bo tak się jakoś przyjęło, że na sieci można napisać dowolną rzecz bez podpisywania. A nawet jak ktoś podpisze, to pewnie nie swoim imieniem i nazwiskiem. W efekcie mamy rzekę szumu informacyjnego. Czy mamy ciekawsze, pełniejsze, lepsze życie?

Po trzech kwadransach opuściliśmy z kolegą restaurację, aby pogadać o życiu w spokoju pobliskiego parku. Było zimno, zaczynał padać śnieg. Po chwili zaproponowałem, że może e-mailem dokończymy rozmowę. Wiedziałem, że nic z niej nie będzie, bo przez szybę technologii niewiele widać...


TOP 200