Przepychaczka

Kiedy jakiś czas temu opisałem w blogu* typowe urządzenia domowe XXI wieku, to pomyślałem także o jeszcze jednym, a zdaje się niewymownym.

Kiedy jakiś czas temu opisałem w blogu* typowe urządzenia domowe XXI wieku, to pomyślałem także o jeszcze jednym, a zdaje się niewymownym.

Otóż rzeczywiście, drukarka i żelazko wraz z garnkiem i korkociągiem są podstawowymi narzędziami naszych czasów. Kiedy prowadziłem własne gospodarstwo domowe przez 4 lata, to po wysłaniu wyposażenia domu na drugi koniec kontynentu musiałem tylko kupić jeden garnuszek, miseczkę, nóż, widelec, łyżkę i łyżeczkę. Oraz przepychaczkę.

Zatkany zlew oraz toaleta w żaden sposób nie dały się udrożnić poprzez wlewanie różnych zajzajerów, niektórych nawet bardzo dymiących oraz śmierdzących. Natomiast staroświecka gruszka hydrauliczna, z krótką rączką i wesołą, różową miseczką z gumy, kupiona za niecałe 5 USD, okazała się wiele razy niezastąpiona. Była trzymana przeze mnie na bardzo honorowym miejscu w mieszkaniu, to znaczy na parapecie okiennym. Powodowało to znaczące uśmiechy (rzadko) odwiedzających mnie znajomych. Każdemu spokojnie tłumaczyłem, że bez krzeseł mogę świetnie żyć, choć gości nieco trudno się przyjmuje (musieli siadać na skraju łóżka), ale bez gruszki grozi mi zalanie brudną wodą. W takiej sytuacji nie mógłbym nikogo przyjmować w ogóle. Nie wiem, kto wymyślił to rewelacyjne urządzenie, ale z pewnością zasługuje ono na nieśmiertelność. Na razie jednak Google najpierw pokazuje odnośniki do łodzi podwodnych klasy Plunger**, a dopiero potem do krótkiego artykuliku o gruszce***.

Na naszym, komputerowym podwórku odpowiedniki gruszki mogą być dwojakiego rodzaju. Jeśli chodzi o sprzęt, to nie mam wątpliwości, że śrubokręt z dwoma końcówkami (krzyżakowa oraz płaska) jest numerem jeden wśród wszystkich narzędzi. Właściwie nie ma konkurencji, może poza jakimiś specjalizowanymi kluczami sześciokątnymi (tzw. alleny) oraz typu Torx****. Zresztą proszę popatrzeć po biurkach kolegów, którzy zajmują się żelastwem. Czasy, gdy cały czas musieli trzymać w pogotowiu gorącą lutownicę, dawno już minęły. Coraz częściej jedyną operacją ratującą życie naszego ukochanego kompa jest tylko wymiana jego bebechów. Kompletna. Dlatego pomysły firmy Apple, której komputery o nazwie Macintosh Mini do otworzenia wymagają użycia skrobaczki malarskiej albo szpatułki kuchennej, są rewolucyjne. Użytkownik w ogóle nie powinien dotykać bebechów komputera!

Co innego z jego duszą. To znaczy nie mam na myśli duszy użytkownika, gdyż tą zajmuje się Kościół, z lepszymi lub gorszymi efektami, co jednak trudno mi tu oceniać. Chodzi o duszę komputera*****, czyli OS. Obserwacja pracy wielu administratorów systemów ujawniła, że podstawowym ich narzędziem jest dziś CD (lub DVD) z systemem. Oczywiście, nie wspominam tu o klawiaturze, myszy, monitorze, a nawet staroświeckim terminalu (też był w robocie, gdy odzyskiwaliśmy zapomniany serwer SUN). Jednak start z zewnętrznego nośnika oraz przeinstalowanie systemu jest najbardziej typowym podejściem do problemu. Jakiegokolwiek problemu, jeśli ktoś ma przyjemność być użytkownikiem produktów MS. Przyszło mi do głowy, że właściwie zamiast instalować system na dysku, powinno umieszczać się go w pamięci stałej ROM, być może w wersji nieco uproszczonej. Wreszcie coś takiego, jak lodówka, pralka, telewizor. Od lat obiecują nam komputery tak przyjazne jak wyżej wymienione urządzenia, a tymczasem zamiast przyjazności mamy coraz więcej kłopotów.

Przepychaczkom wróżę długą i społecznie potrzebną karierę. CD oraz DVD zostaną zapomniane, tak jak dyskietka.

<hr>*http://flog.computerworld.pl/news/105916.html

**http://en.wikipedia.org/wiki/Plunger_class_submarine

***http://simple.wikipedia.org/wiki/Plunger

****http://en.wikipedia.org/wiki/ISO_10664

***** http://www.computerworld.pl/artykuly/artykul.asp?id=36031