Przed i po

Ten felieton ma dwie części: pierwsza dotyczy czasów jeszcze przedwakacyjnych, druga jest przeskokiem do spraw bieżących.

Przed

Jak przed rokiem, w zakładach Technisat, w Siemanicach, obok Obornik Śląskich, odbyła się impreza otwartych drzwi. Jak pisałem tu przed rokiem - impreza u nas rzadka, a w tym roku wzmocniona jeszcze reprezentacją międzynarodową, którą stanowili przedstawiciele Technisata z różnych krajów Europy. Niektórzy z nich prowadzili (wzorowo - przykład, jak należy to robić...) jeden z dwóch strumieni prezentacji szkoleniowych.

Drugi strumień obejmował szkolenia dla specjalistów krajowych. Szkoda (i nauczka to dla nas wszystkich...), że bardzo dobremu poziomowi wiedzy i fachowości prezentera nie dorównała oprawa: biała tkanina prezentacyjnego namiotu przepuszczała tyle światła słonecznego, że uniemożliwiało to dostrzeżenie szczegółów na ekranie (a - zwyczajowo - siedziałem blisko, w drugim rzędzie, dalej musiało być jeszcze gorzej).

Rutynowe na tej imprezie zwiedzania hal produkcyjnych (są dwie, wkrótce dołączy do nich trzecia...) dostarczyło niespodziewanych atrakcji. Każdy zwiedzający musiał założyć antyelektrostatyczny, flizelinowy but jednorazowego użytku, z paskiem przewodzącym, którego jeden koniec naszyty był wzdłuż podeszwy, a drugi, swobodny, trzeba było włożyć, np. za skarpetkę, by zapewnić dobry kontakt z ciałem, co należało jeszcze potwierdzić pomiarem na stanowisku kontrolnym. Panie miały oczywiste problemy z długością swych "skarpetek", toteż do pomocy garnęło się wielu... (nie wiem, nawet, czy niektórzy panowie, dla tego jednego względu, nie odbyli kilku wycieczkowych tur...).

Z prezentowanej, obszernej oferty warto wymienić produkowane w niemieckich zakładach Technista telewizory: nie tylko są "full HD" i nie tylko mogą mieć wszystko w jednym - odbiorniki naziemne, analogowe i cyfrowe, odbiornik kablowy i satelitarny, nagrywarkę i dostęp do Sieci, ale mają także gwarancję wymiany odbiornika lub matrycy w przypadku nawet jedno-pikselowego błędu i - co ważne przy wadze i rozmiarach współczesnych odbiorników - zapewniony transport i odbiornik zastępczy na czas ewentualnej naprawy.

Po

Znalazłem niedawno w skrzynce kopertę, a w niej - z dziesięć kartek formatu A4, zapisanych ładnym, równym, kaligraficznym niemal, ręcznym pismem (nie była to kopia - po drugiej stronie widać wyraźny odcisk kulki długopisu). Sama treść miała mnie skłonić do zainteresowania się jakimś ugrupowaniem religijnym. W ten sam sposób, gdyby ktoś chciał, można przepisać nawet całą książkę. Zresztą - bruliony z ręcznie przepisaną "Trędowatą" sprzedawano ponoć na targowiskach, w czasach, gdy nie było jeszcze kserografów.

Piszę o tym, by zwrócić uwagę zainteresowanych na konieczność dodatkowego opodatkowania ołówków, długopisów, wszelakich zeszytów, temperówek nawet, na rzecz organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi. Bo przeoczyły one te ważne źródła dochodu w liście do Ministerstwa Kultury, w którym uzasadniają swe żądanie opodatkowania (w wysokości 1% ceny detalicznej)... nawet fotograficznych. Bo - ich zdaniem - jak się uprzeć, to można przecież fotografować książki, kartka po kartce, i dać potem komuś do przeczytania. List ma kilkanaście stron i wynika z niego, że opodatkowane mają być np. osobno nagrywarki i osobno płyty do nich, a nie doczytałem, czy i same komputery też...

W latach 70. słyszałem, w tramwaju, jak czytający gazetę, rozeźlony przez czytającego mu przez ramię sąsiada, rzekł głośno: - Najlepiej, żeby były takie gazety, w których słowa znikałyby w miarę czytania przez tego, co za nią zapłacił...

Już niedługo...


TOP 200