Przeczucia

Umiejętność przewidywania zdarzeń jest darem, który za dawnych czasów podobno przysługiwał wszystkim, lecz wraz ze stopniowym wkraczaniem cywilizacji uległ poważnemu wytłumieniu.

Umiejętność przewidywania zdarzeń jest darem, który za dawnych czasów podobno przysługiwał wszystkim, lecz wraz ze stopniowym wkraczaniem cywilizacji uległ poważnemu wytłumieniu.

Niemniej ciągle są jeszcze osoby potrafiące coś przewidzieć lub - ujmując bardziej enigmatycznie - przeczuć. Przeczucie jest mglistym dosyć, podświadomym i bliżej nie określonym wrażeniem wiedzy o mającym nadejść wydarzeniu. I mnie się także zdarza, że "coś" odzywa się we mnie, czego do końca nie mogę świadomie zinterpretować w danej chwili, a staje się dla mnie jasne z chwilą nadejścia.

Ostatnio pojawiło się w domu akwarium - rzecz, której do tej pory unikaliśmy zdecydowanie, ale jakoś się tak stało, że jednak jest. Podobno uspokaja. Niech będzie, uwierzę na słowo. W akwarium "zamieszkują": ryba zwana roboczo Arturem, dwa ślimaki oraz dwie żabki podwodne. Skromność rybiego składu wynika z tego, że Artur jest gatunkiem bojownika, co znaczy, że koegzystować z innymi rybami nie może, gdyż wycina je w pień. Toleruje w drodze wyjątku samicę swojego gatunku, ale tylko do czasu złożenia przez nią ikry.

Artura polubiłem, pomimo jego wrogości do współplemieńców. W porze karmienia, gdy zbliżam się z woreczkiem pokarmu, podpływa z przeciwnego krańca szklanego zbiornika, zataczając radosne zakola. Jednego dnia żona - zwolenniczka swatania i łączenia rodziny w zgodne stadło - sprowadziła Arturowi towarzyszkę życia. Mieszkali tedy razem w akwarium przez tygodni kilka. Razu pewnego wróciliśmy z popołudniowej wycieczki górskiej. Już przed drzwiami mieszkania zaniepokoiła mnie myśl - niespodziewanie zupełnie - że nie lubię zastawać zwłok w domu. Wiem, dlaczego nie lubię, natomiast tym razem nie miałem powodów, aby spodziewać się tego typu zaskoczenia. Zajrzawszy do akwarium, odnalazłem źródło moich przeczuć. "Żona" Artura leżała na dnie, rozpłatana na dwoje. Nie miałem wątpliwości, że "małżonek" ją tak urządził, bo po okresie godowym tak właśnie ma zwyczaj rozprawiać się ze swą partnerką. Od tej pory Artur wiedzie samotny rybi żywot.

Przeczucia zdarzające mi się w postaci irracjonalnych myśli dotyczą zawsze żywej materii mojego najbliższego otoczenia. Nie mam natomiast zupełnie żadnych przeczuć w stosunku do materii mojego zawodu. Jeśli chodzi o informatykę lub jakikolwiek biznes nawet, nic mi nie podszeptuje, nie daje znaku, czy będzie dobrze, czy źle. Nie przewidzę, jakie firmy splajtują, jakie rozkwitną. Serwery nie dają mi znać, że za chwilę się zepsują. Oprogramowanie nie sygnalizuje mojej podświadomości, że lada moment padnie. Nie potrafię niczego tutaj odczuć. W zasadzie nie powinienem się dziwić. Ja dla informatyki jestem nikim. Informatyka jest dla mnie niczym. Informatyka jest nieżywa.


TOP 200