Programowanie bez bólu

Oprogramowanie wspomaga nas w wielu sprawach coraz bardziej autonomicznie, co oznacza, że nie mamy wpływu na jego działanie. Możemy najwyżej go nie używać, jeśli nam nie odpowiada.

Przykładem tej niezależności są automatyczne tłumaczenia, z jakimi mamy do czynienia w bazie wiedzy MSDN. Dla mnie jest to koszmar i składnia tekstu często zaburza logikę. Na szczęście istnieje opcja przełączenia się na oryginał angielski. I wtedy wreszcie wszystko staje się jasne. Nie chcę myśleć, jak będą ze sobą dogadywać się wirtualni asystenci, które to przymierze zawarli już między sobą Amazon i Microsoft, a do czego z pewnością przystąpią niebawem inni potentaci. Miejmy nadzieję, że owi asystenci będą mówić wspólnym językiem i nie ustalą za naszymi plecami niczego, za co będziemy potem płacić do końca życia.

Aplikacja „Zdjęcia Google” na Androidzie automatycznie porządkuje fotografie, nadając im znaczeniową systematykę. Poddając moją bibliotekę tej obróbce, otrzymałem klasyfikację grupującą zdjęcia według haseł tematycznych, takich jak: niebo, jezioro, las, pies kot, góry itp. Po przejrzeniu tego podziału okazało się, że owszem, pies został rozpoznany prawidłowo (Cóż może być bardziej charakterystycznego od buldoga francuskiego? Chyba tylko buldog angielski), jednak ze zdumieniem stwierdziłem, że do psa zostały przyporządkowane niektóre zdjęcia kota. Fakt, że przybierał dziwne, mogące mylić pozy, jednak jakiż pies ma ogon jak wiewiórka? Kot z wyglądu będący czymś pośrednim pomiędzy mainkunem a syberyjskim nijak szczekającego przyjaciela ludzi nie przypomina, chociaż warczeć potrafi, gdy usłyszy „obcy” dzwonek do drzwi. Taki charakter, a jak podaje serwis koty.pl, ma on „psi charakter”, bo nie przywiązuje się do miejsca. Czyżby aplikacja coś o tym wiedziała? Jednakże w większości przypadków kotek został przez aplikację zakwalifikowany właściwie, tam gdzie miejsce miauczącego zwierzaka.

Zobacz również:

Zastanawiające jest, dlaczego niektóre zdjęcia zostały przyporządkowane do tematu: niebo, chociaż równie dobrze mogłyby znaleźć się gdzie indziej, bo przecież na niemal każdym widoku, czy to morza, czy grupy ludzi na łące, znajduje się przeważnie niebo. Problem adekwatnej klasyfikacji, czyli nadawania właściwej wagi znaczeniowej informacji, jakże dobrze znany bibliotekarzom przy opracowywaniu haseł przedmiotowych (dla mniej obeznanych z tym tematem czytelników informacja: hasła przedmiotowe to coś w rodzaju hasztagów, chociaż są znacznie bardziej złożone) pozycji książkowych nie jest zadaniem prostym, wymagającym zazwyczaj gruntownej znajomości i analizy tematu.

Obawiam się, że stosując pobieżną automatyczną klasyfikację podług tytułu, niniejszy felieton równie dobrze mógłby znaleźć się w grupie: programowanie, jak i: medycyna, tudzież: farmakologia. Informacja nie zawsze jest tym, co obwieszcza dla przyciągnięcia uwagi w nagłówku. Bo ambitne programowanie bez bólu w zasadzie nie istnieje.