Prawie koniec świata

Otwarcie Wielkiego Zderzacza Hadronów (LHC) spowodowało chwilowe zainteresowanie mediów tematami naukowymi. Wśród całkiem kompetentnych artykułów można było znaleźć rozmaite sugestie, że np. LHC stworzy małą czarną dziurę, która wessie nas wszystkich albo nowy rodzaj energii, który wybuchnie niczym bomba atomowa. Zobaczymy - i to nieprędko. Na razie widać, że usunięcie wycieku helu z nadprzewodzących elektromagnesów potrwa do końca roku i dopiero wtedy będzie można ponownie uruchomić akcelerator.

Otwarcie Wielkiego Zderzacza Hadronów (LHC) spowodowało chwilowe zainteresowanie mediów tematami naukowymi. Wśród całkiem kompetentnych artykułów można było znaleźć rozmaite sugestie, że np. LHC stworzy małą czarną dziurę, która wessie nas wszystkich albo nowy rodzaj energii, który wybuchnie niczym bomba atomowa. Zobaczymy - i to nieprędko. Na razie widać, że usunięcie wycieku helu z nadprzewodzących elektromagnesów potrwa do końca roku i dopiero wtedy będzie można ponownie uruchomić akcelerator.

Nieco bardziej poważnie brzmią te artykuły, które mówią o Modelu Standardowym i bozonie Higgsa, lepiej znanym jako tzw. boska cząstka. Szkoda, że publikacje konsekwentnie pomijają wpływ, jaki tego rodzaju duże przedsięwzięcia mają na pozostałe dziedziny nauki i techniki.

Jako informatycy należymy akurat do tych szczęściarzy, którzy fizyce cząstek elementarnych zawdzięczają szczególnie wiele. Najbardziej znanym i szeroko omówionym wynalazkiem dokonanym w CERN podczas badań nad wysokimi energiami jest WWW. Jest jeszcze idea przetwarzania siatkowego (grid computing), która CERN i - już bardzo konkretnie - programowi LHC zawdzięcza przejście z fazy hobbystycznej do etapu dojrzałej technologii i organizacji, która ją wspiera (LCG). Jakieś 10 lat temu, kiedy pierwszy raz zetknąłem się z tematyką przetwarzania naprawdę dużych ilości danych (sześć, osiem rzędów wielkości większych niż ówczesne bazy), co druga publikacja pochodziła z CERN. Petabajty i eksabajty, które dopiero dziś pojawiają się w przedsiębiorstwach (i to raczej jako granica niż aktualna pojemność), były rozważane w nich jako standardowe granice technologii.

Znalezienie "boskiej cząstki" interesuje mnie żywo (podobnie jak konsekwencje jej nieznalezienia tam, gdzie być powinna). Ale powinniśmy mieć świadomość, że gdzieś tam pod Genewą siedzi dziś anonimowy, młody człowiek - doktor, może doktorant, na pewno nie profesor - który "dłubie" przy czymś pozornie nieistotnym, ale ciekawym. Za dwadzieścia lat wszyscy będziemy znać jego nazwisko i dokładną historię jego "dłubania", zaś uzasadnienie kolejnego przedsięwzięcia naukowego (akceleratora, teleskopu albo Bóg jeden wie czego) będzie wskazywało właśnie jego i jego odkrycie jako fundamentalny przełom dokonany "przy okazji" pracy nad fizyką cząstek elementarnych.

Obyśmy doczekali, bo przecież zawsze w zderzaczu może powstać czarna dziura, która wessie Ziemię, nas wszystkich oraz wszystkie moje felietony


TOP 200