Prawdziwe wyniki turnieju fortepianowego im. Fryderyka Chopina

Cieszę się, że mam w komputerze takie narzędzie Excel, które służy mi do dodawania, odejmowania i mnożenia, a - z kłopotami - nawet do dzielenia. Chociaż jedno z drugim, to znaczy dzielenie z mnożeniem, dużo ma wspólnego. Bo mnożenie się na początku ma dzielenie, gdy pominąć banalne zabiegi doprowadzające do połączenia, bez którego nie ma się co dzielić.

Jest wieczór, 26 października, a duńskie, satelitarne radio Klassisk, nadaje koncert b-moll Czajkowskiego. To nie jest błąd! - tak to się pisze "klassisk" - Duńczycy lubią sobie utrudniać życie i dlatego "orkiestra" pisze się u nich "orkestret", czego i tak nie daje się wymówić. Nadają więc tego Czajkowskiego, na fortepianie gra młoda (22 lata), nagradzana już tu i tam, pianistka Alice Sara Ott, i nawet moje drewniane uszy maja wątpliwości: czy to jest ten Czajkowski? U nas dziewczyna byłaby bez szans, bo Chopina trzeba grać jak sam Chopin, co - sądząc po niektórych wypowiedziach - niektórzy żyjący słyszeli na własne uszy.

A w ogóle to duńskie radio lepsze jest od podobnego niemieckiego, które, nie dosyć, że z innego satelity, to jeszcze nadaje takie, niby poważne, kawałki, jak "Lekka kawaleria" Suppego, i zaraz, chcesz człowieku, czy nie, pamięć podsuwa ci stare, szkolne:

"A on się ze..., a on się ze...

A on się zesunął z konia

I spadł na du.., i spadł na du..

I spadł na duży głaz."

Zupełnie jak w III etapie Chopinowskiego, kiedy to morduje się namiętnie sonatę b-moll, a czlowiekowi przypomina się licealny koncert Reginy Smendzianki (tak, tak, wielcy artyści potrafili kiedyś zawitać i do prowincjalnego liceum...), kiedy to jeden z kolegów, w szczerym zamiarze zwrócenia na siebie uwagi dziewczyn, kiwał sennie głową w rytm Marche Funèbre... Ale może być jeszcze gorzej, gdy staje człowiekowi przed oczami niegdysiejszy, opolski Maciej Zembaty i choćbyś nie wiem co robił, słyszysz w tle: "Ubodzy krewni niosą mnie na swych ramionach...".

Nic to jednak wobec komentujących w studio, egzaltowanych profesorek ("od razu widać, że ani razu nie przeżył Świąt Bożego Narodzenia" - to o wykonawcy scherza h moll), prowadzącego ("ten pierwszy ma najtrudniej, ale już po nim"), czy popisów szkolnej angielszczyzny konferansjera. Nasi artyści też się wyróżniają: "walczyłem z tym fortepianem!" - pierwsze słowa po występie, do mikrofonu.

Nasi najlepiej nie wypadli (jeden w finale, z wyróżnieniem), więc trzeba było użyć sobie na zwycięskiej Juliannie Awdiejewej (jedyny uczestnik, który we wszystkich etapach uzyskał głosy wszystkich dwunastu jurorów), że "Chopina gra jak Czajkowskiego albo Rachmaninowa".

Ale miały być prawdziwe wyniki. Oto więc one: pierwszy raz w tym roku, oprócz fortepianów Steinway, Yamaha i Kawai, uczestnicy mogli grać również na włoskim instrumencie Fazioli. Te pierwsze pochodzą ze starych fabryk z tradycjami (odpowiednio: 1853, 1887 i 1927), a pierwszy Fazioli powstał w roku 1980 (profesura w studio: "dźwięk ma taki jakiś metaliczny...").

Sięgnijmy teraz po Excela, bo trudne to obliczenia: w pierwszym etapie na Fazioli gra czterech uczestników i wszyscy przechodzą do drugiego! Excel mówi, że to 100%! Do trzeciego wchodzi 75%,, a dwa Fazioli (Excel podpowiada: 50%) grają w finale. Awdiejewa wybrała Yamahę, ale młoda jest, więc może i Fazioli jeszcze przed nią...

Nie pisalibyśmy jednak tego wszystkiego, gdyby nie było tam również akcentów informatycznych. Pierwszy wprowadziliśmy sami, sięgając odważnie po Excela, drugi: i fortepiany i komputery maja klawisze. Po trzecie zaś - długo w noc musieliśmy czekać na wyniki pierwszego etapu, bo podobno zepsuł się komputer, na którym je liczono. Zapewne nie bez udziału Excela.


TOP 200