Prawdziwa historia

Nie obracam się w kręgach władzy. Nie kręcę się wśród elit gospodarczych. Podobnie jak większość ludzi, o życiu na szczytach wiem z mediów oraz z własnej wyobraźni. Siedząc na widowni, widzimy tylko tę część sceny, którą chcą nam pokazać.

Nie obracam się w kręgach władzy. Nie kręcę się wśród elit gospodarczych. Podobnie jak większość ludzi, o życiu na szczytach wiem z mediów oraz z własnej wyobraźni. Siedząc na widowni, widzimy tylko tę część sceny, którą chcą nam pokazać.

Czasami jednak kulisy odsłaniają się. Wtedy potrafi być zabawnie. Na przykład gdy ktoś nagra rozmowy posłów. Albo ujawni tekst jakiegoś listu. Szczególnie gdy zrobi to bezwolnie osoba zainteresowana. Ot, na przykład gdy do wszystkich pracowników poda dalej list od kolegi-prezesa. Tak zdarzyło się z e-mailem pewnego dyrektora odpowiedzialnego za systemy informatyczne, który znalazł był na sieci ciekawe zdjęcie starego komputera. Podobno prototypu komputera osobistego. Nie omieszkał podzielić się swoim znaleziskiem z wiceprezydentem do spraw informatyki zaprzyjaźnionej firmy. Przy okazji dodając, jak to dyrektorzy mają w zwyczaju, głęboki komentarz o nieprzewidywalności zmian technologii.

VP list oraz zdjęcie skopiował i rozesłał do wszystkich podwładnych, bo mu akurat pasowało do dorocznego listu motywującego pracowników do dalszej efektywnej pracy. Posłał więc nie tylko zdjęcie, ale także sporą porcję propagandy przyczepioną do fotki. Ludziom bardzo spodobał się ów prototyp komputera domowego. Ja też zapragnąłem wydrukować sobie powiększenie na tablicę informacyjną. Wiadomo było, że komputer powstał w roku 1954 jako wynik badań studialnych w korporacji, a raczej zespole futurystycznym RAND. W takiej sytuacji każdy wpisałby w Google "RAND + 1954 + personal computer". Tak postąpiłem - także Czytelnikom proponuję to zrobić, niech mają zabawę.

Jako pierwsza pokazuje się informacja o całkowitej fałszywości obrazka:http://www.snopes.com/inboxer/hoaxes/computer.asp , łącznie z kopią inkryminowanego zdjęcia. Niestety, w dalszym ciągu niskiej rozdzielczości. Za to z wieloma odnośnikami, pokazującymi jak to jeden z wyników konkursu na modyfikację fotki z wystawy w muzeum stał się prawdziwym obrazem historycznym. Wprawdzie wielu ludziom wydawało się podejrzane, dlaczego komputer miałby mieć jakieś koła sterownicze oraz olbrzymią liczbę zegarów, ale przecież w latach pięćdziesiątych komputery wyglądały dziwacznie. Wystarczy obejrzeć prawdziwe zdjęcia z epoki, na przykład na stronie historii komputerów:http://history.sandiego.edu/gen/recording/computer1.html , aby zrozumieć genialność podróbki.

To nic, że w ogóle sama idea komputera osobistego narodziła się dopiero w połowie lat siedemdziesiątych. Przedtem wydawało się, że jego miejsce jest dobrze określone: w hali maszyn, a nie na biurku każdego pracownika. Nawet jeśli niektórzy pracownicy mieli dostać terminale, to w dalszym ciągu komputer miał być wspólny. Jeden w firmie. Rzeczywiście więc komentarz dyrektora o nieprzewidywalności technologii ma sens. Tyle tylko, że zilustrowany fałszywką sam brzmi mocno fałszywie. Podobnie jak każda nadęta mowa-trawa serwowana personelowi przez dyrektorów. Ciekawe, że także między sobą wymieniają oni listy w tym samym stylu. Widać przyzwyczajenie staje się łatwo drugą naturą człowieka.

Jaką historyjkę umoralniającą zapodał Państwu na nowy rok Wasz dyrektor? A jaką Państwo przekazali swemu personelowi? Ja wyrzuciłem zdjęcie pierwszego komputera domowego do kosza. Bez komentarzy.


TOP 200