Poza radości hydrauliczne

Kiedy już problematyka zastosowań weszła na łamy CW, moja obecność tutaj staje się definitywnie zbędna. Przy całym moim szacunku dla komputerowej ''hydrauliki'', robiącej nieustanne postępy i produkującej coraz nowe talenty, nie ona decyduje finalnie o produktywności gospodarki polskiej, udział zaś komputerów w podnoszeniu tej produktywności jest ciągle bardzo skromny.

Kiedy już problematyka zastosowań weszła na łamy CW, moja obecność tutaj staje się definitywnie zbędna. Przy całym moim szacunku dla komputerowej ''hydrauliki'', robiącej nieustanne postępy i produkującej coraz nowe talenty, nie ona decyduje finalnie o produktywności gospodarki polskiej, udział zaś komputerów w podnoszeniu tej produktywności jest ciągle bardzo skromny.

Nawet polscy partnerzy, instalujący Movex, oparty na standardach MRPII, mają ciągle klientelę więcej niż ograniczoną i to nie dlatego, że polska grupa, czyli Vimex ze znanym już Czytelnikom CW inż. Trautmanem na czele, nie liczy dosyć fachowców dla realizacji zamówień. Nie, jest ich dosyć, a nie byłoby problemem wyszkolić i zatrudnić dalszych. Nie, to menedżerowie nie zdradzają specjalnej ochoty do komputeryzowania gospodarki przedsiębiorstw. Po tych paru latach powinniśmy mieć co najmniej z tysiąc dobrze stojących na nogach firm, które by w komputeryzacji szukały drogi do podniesienia rentowności. Cóż, kiedy nawet te, którym to przyniosłoby pieniądze najszybciej, firmy hurtu handlowego, nie sięgają po taką pomoc. I, oczywiście, ich menedżerowie nie czytają CW. Nie ma zresztą żadnego innego tytułu, który by, adresowany przede wszystkim do nich, zajmował się naprawdę ich problemami. Nikt nie gromadzi ich listy adresowej, żeby im rozesłać do wglądu jakiś numer pisma z ważnymi dla nich tekstami.

Nie są wcale zacofani ani nierozsądni. Oni po prostu wiedzą dzisiaj, że "informatyka kosztuje". Tego ich nauczyło życie, dotychczasowe doświadczenie kontaktu z informatykami, doświadczenie swoje i kolegów, w tym również kolegów zza granicy. Informatycy zarobili na opinię kosztownych hochsztaplerów, a co najmniej na opinię facetów, którzy nie zajmują się interesami przedsiębiorstwa, tylko - wyłącznie - swoimi zabawkami. Menedżerowie liczą więc dotychczasowe koszty i spodziewane korzyści. Dotychczasowe koszty, zaznaczam. Nikt z nich nie pojedzie - bo i nie ma czasu - do którejś firmy, która zainstalowała sobie choćby właśnie ów Movex, by sprawdzić, jak im idzie i jak się to teraz kalkuluje. Nikt tego również, na odmianę, nie opisze, bo to byłaby ukryta reklama Movexu. Tak zamyka się błędne koło.

Generalnie przeciw są pracownicy administracji każdego przedsiębiorstwa, a nie ma co ukrywać, że mają oni duży wpływ na decyzje w tych sprawach. Nie boją się oni samych komputerów; korzystają z nich do różnych celów. Boją się - systemów. Boją się o swoje miejsca pracy. Oto księgowość w drugorzędnym przedsiębiorstwie, które od pięciu lat nie może wyjść z deficytu, przejadając swój majątek trwały: pracuje tam siedem osób, głównie o kwalifikacjach kontystek. Wszystko, co robią w ciągu miesiąca, mógłby w ciągu trzech dni zrobić księgowy, który wrzuciłby dokumenty źródłowe w komputer (to by mu zajęło najwięcej czasu, a jedyne, co naprawdę musi umieć księgowy, to prawidłowo zakwalifikować każdy dokument - rzecz właśnie najtrudniejsza, za to płaci się fachowcom od księgowości). Wygenerowałby z tego wszelkie potrzebne dla zarządzania dane, nie mówiąc już o własnej analizie i swojej opinii na temat opłacalności tego czy innego produktu, o radach podatkowych itp. Ale kto to zaproponuje?

Jest jeszcze jedna bariera: system podatkowy. Dopóki nie będzie trwałego, logicznego i poprawnego w sensie polityki podatkowej systemu skarbowości, przedsiębiorstwa będą się bały komputeryzacji. Dziś firmy "ręcznymi" manipulacjami księgowymi dają sobie radę z tymi czy innymi absurdami systemu. System, jaki jest, zawdzięczamy aparatowi ministerstwa, który jeździ i bierze wysokie honoraria autorskie za swoje nauki o nim (urzędnik w normalnym państwie nie powinien mieć żadnych ubocznych źródeł dochodów; trzeba mu lepiej płacić, miast spychać w korupcję). Była tu w swoim czasie pani Ewa Ślusarek z amerykańskiego Internal Revenue System, ale musiała z niczym wracać do Stanów - "nie przyjęła się" w tym ministerstwie. I należałoby je, na moje oko, całe wymienić - na, ot, naczelników urzędów skarbowych, którzy wiedzą, jak to się je. Nawet ministra zaangażowałbym z konkursu...

Ale nie zaangażuję. Wierzę jednak, że CW stopniowo znajdzie drogę przed oczy menedżerów i też się przyda do czegoś poza radościami hydraulicznymi.


TOP 200