Poza kontrolą

Atak na Sony Play Station Network będzie miał daleko idące konsekwencje nie tylko dla firmy Sony, ale i dla społeczności internetowej oraz biznesu. Na blogu obszernie omówiłem zignorowany przez media kontekst ataku, tj. fakt, że włamanie było reakcją na próbę zastraszenia hakera, który przełamał zabezpieczenia konsoli PS3. Dzisiaj chciałbym zadać inne fundamentalne pytanie: kto tak naprawdę kontroluje nasze przedsiębiorstwo?

Historia Sony dowodzi, że kontrola nad ich danymi - swoimi własnymi oraz swoich klientów - jest tylko pozorna. Konsolidując je w centrach danych oraz przetwarzając w obliczeniowej chmurze, oddają tę kontrolę komuś innemu. Na razie jeszcze nie słychać o spektakularnych uzależnieniach, ale moim zdaniem jest tylko kwestią czasu, kiedy takie czy inne przedsiębiorstwo odkryje, że dostawca usług obliczeniowych, aplikacyjnych lub storage każe sobie słono płacić za każde niebanalne użycie jego własnych danych.

Czy kontrolują w takim razie swoje przewagi konkurencyjne? Nic podobnego. Po pierwsze, outsourcing na szeroką skalę - dotyczący zwłaszcza procesów wsparcia - sprawił, że przedsiębiorstwa nie mogą traktować ich jako czynnika różnicującego. Po drugie, o przewadze przedsiębiorstwa coraz bardziej przesądza wiedza zgromadzona w głowach pracowników i ich zdolność wykorzystania jej dla potrzeb przedsiębiorstwa. A jak zapanować nad motywacją pracowników, aby chcieli z niej korzystać i jeszcze się nią dzielić? Na pewno nie technokratycznymi metodami rodem z poprzedniej epoki.

Do niedawna firmy kontrolowały swoje marki. Ale teraz są one w coraz większym stopniu we władaniu tzw. inteligentnego tłumu. Co to znaczy w praktyce, boleśnie przekonała się firma BP, kiedy starała się usunąć plamę (fizyczną i medialną) po wycieku ropy w Zatoce Meksykańskiej. Po wydaniu milionów okazało się, że i tak image firmy jest pod kontrolą bliżej nieznanych osób, np. właściciela twitterowego profilu BPGlobalPR, który otwarcie szydzi z koncernu parodiując jego dział PR. Oto próbka: "W kryzysie musimy być gotowi na poświęcenia! Przecież nie potrzebujemy ostryg z Zatoki, prawda?" Apple, dla odmiany, nie musi szczególnie wysilać się marketingowo, bo klienci sami robią mu reklamę. Mają więcej szczęścia niż BP, niemniej należy zauważyć, że władzy nad tzw. smart mob nie ma nikt.

Ale utrata (tradycyjnie rozumianej) kontroli to zła wiadomość tylko dla tych, którzy w porę nie zrozumieją zmian w przedsiębiorstwie AD 2011. Dobra natomiast dla tych wszystkich, którzy na tej narastającej fali uczą się surfować. Wiem, że wśród Czytelników Computerworld jest ich zdecydowanie więcej niż gdzie indziej.