Poplątani

Z tytułu mojej profesji miałem wiele razy do czynienia z użytkownikami końcowymi. Spośród nich najbardziej cenię sobie ludzi logicznych i kreatywnych, czyli w jakiś sposób umysłowo zorganizowanych. Nawet jeśli nie znają konkretnej technologii, to można z nimi w sposób rzeczowy porozmawiać, z czego obie strony mają i satysfakcję i konkretną wizję rozwiązania problemu.

Jeśli odbiorcą systemu informatycznego jest na przykład muzykolog, to nie znaczy, że można mu sprzedać cokolwiek, byle tylko było ładnie opakowane. Kiedyś byłem świadkiem takiej sytuacji, gdy nie znający się na informatyce, ale dysponujący zdrowym rozsądkiem dyrektor odpowiedzialny z ramienia klienta za komputeryzację dosyć sporej instytucji, nie chciał wyrazić zgody na pewne pociągnięcia firmy wdrażającej, dla której pójście tą drogą byłoby po prostu łatwiejsze. Dla odbiorcy, jak sam to obrazowo przedstawiał, byłoby to jak wprowadzenie ruchu lewostronnego, ale tylko dla pojazdów ciężarowych przy współistniejącym ruchu prawostronnym dla całej reszty.

W życiu codziennym bawi mnie, a czasem doprowadza do szewskiej pasji – w zależności od kontekstu – obserwowanie działania systemu logicznego obywateli. W dużej mierze, niestety, wnioski z tego wypływają żenujące. Weźmy pierwszy z brzegu przykład. W wielu budynkach mamy do czynienia z nowoczesnymi windami, w których przyciski przywoławcze podzielone są na jazdę do góry i na dół, a na panelu informacyjnym pojawia się aktualne położenie dźwigu i kierunek, w którym podąża. Bardzo często zdarza się, że osoba chcąca odbyć przejażdżkę tym środkiem transportu naciska obydwa guziki, a gdy już ktoś wcześniej zapalił jeden w określonym kierunku, to i tak naciśnie jeszcze ten drugi, bo nie świeci. Dlaczego więc, jeśli chce jechać do góry, naciska guzik ze strzałką na dół? Pewnie dlatego, że będąc na niskim (lub niższym niż przewidywane docelowo) piętrze myśli sobie „jestem niżej, więc muszę to zasygnalizować, żeby winda do mnie zjechała”. Chyba coś w tym stylu rozgrywa się w umyśle takiej osoby. Naprawdę trudno mi to pojąć, ale chyba tak musi to działać. Skutek tego jest na ogół taki, że delikwent wsiada i podróżuje najpierw w kierunku, którym nie jest zainteresowany, a potem dopiero we właściwym. W bardzo uczęszczanych budynkach jest to koszmar, windy zatrzymują się o wiele częściej, niż powinny, są bardziej zapełnione, bo część pasażerów znalazła się tam zupełnie niepotrzebnie.

Jak z windami, tak i w życiu, w zasadzie w każdej dziedzinie. Można próbować edukować, ale postępowanie logiczne nie od tego zależy, niemniej podparcie się wiedzą nigdy nie zaszkodzi. Niektórzy, czyniąc niewłaściwy wybór, dziwią się potem, że znaleźli się w innym punkcie, niż chcieli. Nie da się poruszać w dwóch kierunkach jednocześnie.


TOP 200