Podpis wieńczy dzieło

Trudno jednoznacznie określić koszty wprowadzenia w życie Ustawy o podpisie elektronicznym. W dużej mierze będą one zależały od obecnego stopnia informatyzacji urzędu. "Nie bardzo wiadomo, co liczyć jako właściwe koszty. Przecież i tak trzeba ponosić wydatki na utrzymanie i rozwój infrastruktury tele-informatycznej urzędu. Może w koszty będą wliczane wydatki na zakup czytników do kart inteligentnych?" - zastanawia się Piotr Malcharek z Krakowa.

Razem do celu

Wiesław Patrzek, kierownik referatu informatyki, urzędu miejskiego w Gdańsku.

Wiesław Patrzek, kierownik referatu informatyki, urzędu miejskiego w Gdańsku.

Ciężar stworzenia infrastruktury i rozwiązań do korzystania z dobrodziejstw podpisu elektronicznego nałożono ustawowo na poszczególne podmioty administracji publicznej. Zatrudnieni w urzędach infor- matycy zauważają jednak, że pojedyncze, nawet najlepiej przeprowadzone wdrożenia nie wystarczą. Konieczna jest ścisła koordynacja i integracja podejmowanych działań w skali całego państwa. Dla osiągnięcia zamierzonego celu niezbędne jest współdziałanie różnych organów administracji państwowej na wszystkich szczeblach. Tylko wtedy będzie można mówić o świad- czeniu usług najbardziej przydatnych dla obywateli.

Gdyby nawet znajdujący się najbliżej obywatela urząd gminny dysponował doskonałym zapleczem informatycznym, to nie będzie w stanie usprawnić załatwiania wszystkich spraw, jeżeli nie będzie miał możliwości elektronicznej wymiany dokumentów z innymi jednostkami i instytucjami. Urzędowe procedury wymagają w wielu przypadkach przetwarzania dokumentów pochodzących z różnych źródeł (przykładowo, do zarejestrowania samochodu sprowadzonego z zagranicy potrzebne są dokumenty z odprawy celnej, do uzyskania pozwolenia na budowę niezbędne jest złożenie zaświadczeń z elektrowni i gazowni).

Sukcesy w urzeczywistnianiu idei e-urzędu będą - zdaniem samorządowych informatyków - zależały w znacznej mierze od nastawienia i świadomości urzędników, polityków, radnych, członków zarządów miast i gmin. Do wzmożonej aktywności na rzecz zdalnej obsługi petentów nie zachęca jednak czas przeznaczony na wdrożenie Ustawy o podpisie elektronicznym. Cztery lata vacatio legis to dla urzędników cała epoka. Po co zajmować się sprawą już teraz, skoro można odłożyć ją na później? Tyle tylko, że później może być już zdecydowanie za późno. O jakości i formie usług publicznych w przyszłości będą decydować podejmowane dzisiaj decyzje. Od przyjętych w tej chwili priorytetów i wyznaczonych kierunków działania będzie zależał przyszły kształt administracji publicznej.

Planowaniu działań związanych z elektroniczną obsługą obywateli w urzędzie nie sprzyjają także zbliża- jące się wybory samorządowe. Radni bardziej są zajęci przygotowywaniem kampanii wyborczych niż myśleniem o wdrażaniu podpisu elektronicznego. Problemy informatyzacji nie znajdują wciąż należytego uznania w oczach lokalnych polityków. W przyszłości sytuacja może jednak diametralnie się zmienić. "Pojawia się coraz więcej próśb o załatwienie sprawy drogą elektroniczną" - mówi Joanna Dudzik z Rybnika.

Jajko czy kura?

Jeszcze nie tak dawno temu tłumaczono, że główną przeszkodą w rozwoju usług publicznych w Internecie jest brak stosownych przepisów. Gdy pojawiły się oczekiwane regulacje prawne, okazało się, że niektóre zawarte w nich rozstrzygnięcia mogą pozostać tylko papierowymi zapisami, bo państwo nie dysponuje odpowiednią infrastrukturą techniczną i organizacyjną do ich realizacji. Często mówi się, że współczesne prawo nie nadąża za rozwojem nowoczesnych technik informacyjnych. Problematyka wdrażania podpisu elektronicznego w Polsce pokazuje, że może być również odwrotnie.