Pociągi liberalne

Poseł Rzeczypospolitej wprowadził do prawa i do skarbnicy pojęć ekonomicznych nową kategorię: pociągi liberalne. O nowej teorii znanego posła teoretyka dowiedziałem się z opóźnieniem. Chcąc zrozumieć i uzupełnić nowe pojęcie nowatorskiego i niezrównanego ekonomisty, zabrałem się do literatury z zakresu ekonomii.

Poseł Rzeczypospolitej wprowadził do prawa i do skarbnicy pojęć ekonomicznych nową kategorię: pociągi liberalne. O nowej teorii znanego posła teoretyka dowiedziałem się z opóźnieniem. Chcąc zrozumieć i uzupełnić nowe pojęcie nowatorskiego i niezrównanego ekonomisty, zabrałem się do literatury z zakresu ekonomii. Uzupełniając braki z literatury ekonomicznej, stwierdziłem, że ma ona poważne braki. Zabrałem się więc do rozkładu jazdy, ale ten milczał w postawionej kwestii. Znalazłem tylko Intercity i pociągi pośpieszne, a w starej literaturze mogłem uzupełnić listę pociągami przyśpieszonymi oraz towarowo-osobowymi. Nigdzie tymczasem nie wymieniano pociągów liberalnych.

Aż uwierzyć trudno, że niezwykłe, nowatorskie odkrycie naszego polityka jest nieznane literaturze światowej. Również rozkłady jazdy nie odnotowują wymienionego zjawiska. W Sejmie tego rodzaju zjawisk jest aż za wiele - w wyniku popisów parlamentarzystów powstają najróżniejsze dziwolągi równe np. takim pociągom liberalnym, które nic nie oznaczają, są jedynie formą kalekiej ekspresji, gdy nie staje pomysłów na ich przekazanie. Potem jakiś ważny akt prawny staje się pośmiewiskiem. Nie są to jedyne produkcje reprezentantów Narodu. W Nowym Roku ponownie podjęto niecywilizowaną próbę usunięcia reprezentanta rządu, który nie odpowiada ideom buntowników. Sami napisali list do marszałka Sejmu i nawet nie powiadomili szefa rządu. Niech on sam znajdzie rozwiązanie. Oni bowiem najlepiej wiedzą, co należy robić, i nie będą się spowiadać jakiemuś premierowi.

Jest to seria kolejnych przykładów naszego nieuctwa, kompletnej nieznajomości kodeksu parlamentarnego znanego każdemu człowiekowi cywilizowanemu. To nas dzieli od Europy. Cała nowoczesność z komputeryzacją to wtedy wielki pozór, w którym nie dba się o standardy czy reguły organizacji. Rozwiązania organizacyjne zbyt często tworzą ludzie niekompetentni, nie znający dziedziny, a do stanowiska przypisani.

Jakże przykro pisać to po latach powszechnej niekompetencji i dyktatu niedouczonych mianowańców i po kolejnych latach niemal pełnej demokracji (odpowiedzialności za siebie?). Przecież nikt nam nie nakazuje głosować na ludzi bez kwalifikacji. Powinniśmy byli dowiedzieć się ze znanych podręczników np. tego, jak rozdzielić obowiązki i odpowiedzialność. Mogliśmy byli nauczyć się od innych, jak zorganizować np. kasy chorych i przepływ informacji między ubezpieczonymi, kasą chorych, lekarzami i dostawcami leków. Wszyscy rozsądni ludzie uczą się od doświadczonych, zanim zbudują coś nowego. Na podstawie doświadczeń można stworzyć trafne rozwiązania organizacyjne. Ale my wolimy eksperymentować. Mamy tabuny eksperymentatorów bez kompetencji i bez pojęcia, ale z władzą.

Wśród polityków (nie wszystkich, na szczęście) brakuje bladego pojęcia o procedurze parlamentarnej i o obowiązku utrzymywania oraz podtrzymywania władzy, kiedy chcą tego wyborcy. W zachowaniach niektórych naszych reprezentantów nie widać nawet śladów klasycznej literatury np. Robert's Rules of Order - podręcznika procedur parlamentarnych dla początkujących. Za Gierka w informatyce też kiedyś brakowało podręczników podstaw i wtedy wymyślano potworki równie bezsensowne, jak "pociągi liberalne" czy "systemy powielarne".