Piraci z internetu: klątwa puli adresowej

Ostatnia moja próba obejrzenia meczu polskiej drużyny przez internet, podczas pobytu za granicą, skończyła się rozczarowaniem. Dowiedziałem się, że wydarzenie to można oglądać jedynie z terytorium naszego kraju. Paszport, środki na karcie kredytowej, znajomość języka polskiego itd. nie miały nic do rzeczy. Nie i już.

Jak jesteś przeklęty adresem IP z niewłaściwej puli, stajesz się człowiekiem gorszej kategorii. Dostęp do dóbr rynku i kultury masz ograniczony i, siłą rzeczy, musisz zejść na drogę przestępstwa - jak w filmie "Piraci z Karaibów: klątwa Czarnej Perły".

Owo przestępstwo jest dwojakie: można, oczywiście, dobra kultury (filmy, muzyki, książki) ściągać nielegalnie z internetu. Ale można także skorzystać z innej opcji: serwera proxy ulokowanego we właściwej puli adresowej, który "udaje", że się w niej jest fizycznie. Mój przyjaciel, Amerykanin zamieszkały w Polsce, korzysta w ten sposób z amerykańskich wersji serwisów iTunes i Netflix. Zupełnie jak kapitan Jack Sparrow, który udawał bóstwo, by przeżyć wśród tubylców na Karaibach. Nie wie zapewne, że jego działanie piętnuje nie tylko propozycja niesławnego (i do tej pory nieratyfikowanego) traktatu ACTA w art. 27 p. 5, ale także obecnie obowiązujące polskie prawo autorskie (art. 79 p. 6).

Wszyscy piratami? Jest w tym logika. Aby ją zrozumieć, trzeba sięgnąć do literatury: "Nie ma sposobu na rządzenie niewinnymi. Jedyna władza, jaką posiada każdy rząd, to władza nad przestępcami. Kiedy zatem nie ma ich wielu (...) obwołuje się przestępstwami tyle rzeczy, że przestrzeganie prawa staje się niemożliwe (...) Stwarza się naród przestępców i można karmić się ich winą". Tak pisała w 1957 roku Ayn Rand, Rosjanka, która z bliska widziała rewolucję bolszewicką. Słowa te nic nie straciły na znaczeniu.

Miliony zwykłych obywateli spychane są w przestępstwo tylko dlatego, że korzystają z , by obejrzeć ulubiony serial lub kupić taniej płytę. Czasami myślę, że to nie jest żaden defekt, niedojrzałość systemu czy czyjeś zaniedbanie. Przeciwnie, to jego istota, warunek konieczny, by w miejscu cyfrowego, ale wolnego społeczeństwa, stworzyć społeczeństwo nacechowane permanentnym występkiem i winą. Wolnymi ludźmi trzeba rządzić za pomocą pięknych idei i porywających innowacji, a na to nie wszystkich stać. Łatwiej władać za pomocą strachu i represji.

Witaj w krainie Piratów z Karaibów, gdzie zostałeś przestępcą, więc jesteś ścigany; a skoro jesteś ścigany, to zachowujesz się jak przestępca.