Pijany Kościuszek skika do Estery

Tytuł to cytat z Mrożka, ale dobrze oddaje nie tylko nasze, polskie poczucie historii, lecz także, jak widzą nas inni. Ostatnio w Boston Globe w rubryce odpowiedzi redakcyjnych (sic!) napisano, że ktoś urodził się w 'Bialystock, Poland, which is now part of Russia'. Nikt nie zaprotestował. Halo, Białystok, jak tam u was z komputeryzacją w Rosji?!

Tytuł to cytat z Mrożka, ale dobrze oddaje nie tylko nasze, polskie poczucie historii, lecz także, jak widzą nas inni. Ostatnio w Boston Globe w rubryce odpowiedzi redakcyjnych (sic!) napisano, że ktoś urodził się w 'Bialystock, Poland, which is now part of Russia'. Nikt nie zaprotestował. Halo, Białystok, jak tam u was z komputeryzacją w Rosji?!

Kiedy jednak Esther Dyson zadedykowała swoją ostatnią książkę pt. "Release 2.0" niedawno zmarłemu Markowi Carowi i napisała, że Marek pomagał ustawiać ("hook up") Macintosha Waldemara Pawlaka, nie wytrzymałem i kropnąłem sążnisty list do autorki.

Kim jest Esther Dyson? Według jednego z poczytnych magazynów amerykańskich, jest osobą znającą wszystkich, których znać trzeba. Oczywiście i vice versa: wszyscy, którzy się liczą, znają Esther.

Wprawdzie nie zaliczam siebie do osób, które się liczą, ale miałem przyjemność zamienić z nią trzy zdania, gdy po raz pierwszy przyjechała do Warszawy zorganizować spotkanie East-West w roku 1991. Od tego czasu śledzę jej krucjatę na rzecz regionu Europy Środkowej. Jak pewnie niektórzy Czytelnicy pamiętają, mieszkając w Polsce, używałem adresu poczty elektronicznej Polska-on-Line, którą to firmę (a także ComputerLand) Esther wspomagała nie tylko finansowo. Krótko mówiąc: jest to przyjaciółka naszego kraju, jakich niewiele mamy na świecie.

Z tym większą nadzieją wziąłem do ręki 2.0, jak książka Dyson jest nazywana w kręgach amerykańskich digiterati. I nie zawiodłem się, jeśli chodzi o ocenę polskiego rynku komputerowego: Esther uważa go za najbardziej dorosły ze wszystkich krajów regionu. W wielu miejscach podkreśla, że Polska demokracja jest najbardziej dojrzała, a nasza giełda najlepiej prowadzona (wie, co mówi, gdyż nim została ekspertem od nowych technologii, zajmowała się analizą rynków finansowych).

Natomiast dziwi mnie jej fascynacja rynkiem rosyjskim oraz rosyjskimi firmami komputerowymi. Uważam, że w Rosji zdarzyła się rzecz tragiczna: zerwano ciągłość historyczną. O ile w Polsce, Czechach i na Węgrzech w momencie upadku muru berlińskiego żyło jeszcze pokolenie pamiętające, jak wyglądał normalny świat przed II wojną, o tyle w Rosji nawet najstarsi mieszkańcy nie mogą pamiętać okresu sprzed rewolucji. Dlatego też upłynie wiele czasu, nim Rosjanie oswoją się z myślą, że nikt niczego nie daje za darmo. A muszą jeszcze pogodzić się z końcem trzystuletniego imperium, co - jak pokazują przykłady Anglii, Francji, a nawet Belgii - nie jest takie łatwe.

Genialni rosyjscy programiści, chwaleni na wyrost przez światową prasę komputerową, jak na razie nie pokazali nic specjalnego. Autor Tetrisa mieszka od wielu lat w USA i kolejne jego gry jakoś nie mogą dorównać sukcesowi tej pierwszej. Algorytmy rozpoznawania pisma ręcznego, swego czasu zakupione od firmy Paragraf m.in. przez Apple, nie sprawdziły się (powód początkowego braku sukcesu Newtona) i musiały być poprawione. Innych osiągnięć komputerowych, niegdyś bratnich programistów, jakoś nie widać, a kopiowanie systemów operacyjnych przestało być potrzebne. Masowe używanie poczty elektronicznej, czym fascynuje się Esther, nie jest osiągnięciem końcowym, najwyżej etapem.

Nie wiem, jakiego komputera używa teraz Waldemar Pawlak, ale kiedyś miał Spectrum, a potem peceta. Tyle gwoli prawdy historycznej, choć pewnie nie ma to żadnego znaczenia.


TOP 200