Piekło dobrobytu

Rzadko bywam w sklepach, a jeśli, to raczej nie z własnej woli. Generalnie nie jestem zwolennikiem oddawania bałwochwalczej czci ekspozycjom towarów, podziwiania zaopatrzenia, szukania szczęścia w promocjach i spędzania wolnego czasu w magazynach handlowych.

Rzadko bywam w sklepach, a jeśli, to raczej nie z własnej woli. Generalnie nie jestem zwolennikiem oddawania bałwochwalczej czci ekspozycjom towarów, podziwiania zaopatrzenia, szukania szczęścia w promocjach i spędzania wolnego czasu w magazynach handlowych.

Jeśli już mnie tam widują, to rzeczywiście w zamiarze zakupu konkretnego towaru, o co, jak się okazuje, dziś równie trudno jak przed laty. Półki uginają się przeważnie pod ciężarem innego akurat asortymentu niż ten, którego aktualnie poszukujemy. Handlowcy wychodzą z założenia, że bogactwem wyboru alternatywnego można przekonać klienta do zakupu niezamierzonego, co w wielu przypadkach następuje.

Nie wiem, czy możemy uważać, że mamy dobrobyt, skoro stopa bezrobocia bezlitośnie kieruje się ku 20%, a jednocześnie rozszerza się zakres ubóstwa, w tym krąg osób żyjących poniżej minimum egzystencji stanowi ok. 10% społeczeństwa. Do tego trzeba dodać pogłębiające się nierówności dochodowe, oceniane jako najwyższe wśród krajów w centralnej Europie. Mimo tych niezbyt optymistycznie brzmiących wieści, spora liczba osób cierpi na dobrobyt, co często przysparza je o ból głowy, zwłaszcza gdy mają problem ze spożytkowaniem pieniędzy.

Pomagałem ostatnio jako doradca przy zakupie notebooka, czyli artykułu luksusowego, bo trudno go przecież nazwać artykułem pierwszej potrzeby - nawet dla informatyka. Udaliśmy się więc do salonu sprzedaży instytucjonalnego handlarza uważanego za największego w branży.

Jak na miasto wojewódzkie przystało, salon mieści się w ścisłym centrum, aby idąc na zakupy albo wracając z pracy, każdy miał równe szanse na nabycie tak niezbędnego w dzisiejszych czasach dodatku, jakim jest komputer przenośny.

Do salonu poszliśmy dobrze przygotowani teoretycznie, zapoznawszy się wcześniej z drukowanym folderem i przeprowadziwszy dociekliwą analizę danych publikowanych w serwisie internetowym firmy handlowej. Wszystko po to, aby sprzedawcę postawić pod ścianą konkretów. Na miejscu okazało się, że z przygotowań nici, bo reklamowanego sprzętu nie ma chwilowo w magazynie, więc jak nam bardzo zależy, to możemy pojawić się za dni kilka. Po tygodniu mniej więcej, wróciwszy do salonu, dowiedzieliśmy się, że tego modelu notebooka już nie będzie, za to jest inny tego samego producenta, ale bez stosownego oprogramowania, wymienianego z nazwy na drukowanych folderach reklamowych. Sprzedawcy zapewniali nas, że sami nie wiedzą, co też znajdą w paczkach z aktualnej dostawy i jaka będzie ostateczna konfiguracja. Nieco zbulwersowani wybraliśmy zatem komputer innej zupełnie marki, za to taki, który akurat był na półce i miał wszystko, co wydawało się niezbędne, z oprogramowaniem włącznie. Motto handlowców w dzisiejszych czasach brzmi prawdopodobnie tak: "Jeśli klient uprze się, aby wydać pieniądze, to je wyda".

Obsługa w salonach tejże renomowanej firmy jest na średnim poziomie stanów niskich, w związku z czym doznaje się wrażenia zupełnego braku zainteresowania klientem i jego potrzebami. Wygląda na to, że jednostkowa transakcja na kwotę kilku tysięcy złotych nie wzbudza większych emocji, co oznaczałoby, że chyba mamy już przesyt i dobrobyt w jednym oraz że coraz więcej ludzi pewnego pokroju poddaje się wyłącznie czarowi wskaźników ekonomicznych, co można zobaczyć pod adresem http://www.foulds2000.freeserve.co.uk/economists.htm


TOP 200