Personalizacja

W ostatni letni weekend siedzieliśmy w Szczyrku nad rzeką, przygotowując się do wieczornego grillowania. Zapasy mięsiwa różnego oczekiwały aż żar odpowiedni się zrobi, a my siedzieliśmy, prowadząc rozmowy w oczekiwaniu na potrawy. W pobliżu kilku górali beskidzkich raczyło się trunkami, a ich dialogi stawały się coraz głośniejsze. Po pewnym czasie zwabiony smakowitymi zapachami przyszedł Mietek. Nie narzucał się zbytnio.

W ostatni letni weekend siedzieliśmy w Szczyrku nad rzeką, przygotowując się do wieczornego grillowania. Zapasy mięsiwa różnego oczekiwały aż żar odpowiedni się zrobi, a my siedzieliśmy, prowadząc rozmowy w oczekiwaniu na potrawy. W pobliżu kilku górali beskidzkich raczyło się trunkami, a ich dialogi stawały się coraz głośniejsze. Po pewnym czasie zwabiony smakowitymi zapachami przyszedł Mietek. Nie narzucał się zbytnio.

Zachowywał się raczej powściągliwie, w milczeniu przypatrując się szykującej się uczcie. Jego brązowe oczy wyrażały mądrość i dobroć. Nim jedzenie się rozpoczęło, Mietek na tyle zintegrował się z nami, że poczuł się pełnoprawnym uczestnikiem biesiady, przepędzając innych przygodnych intruzów, chętnych także do przyłączenia się do naszego grona. Górale od czasu do czasu zerkali na nas i wołali Mietka do siebie. Ten odchodził na moment, po czym zaraz wracał. Widać nie chciał przepuścić okazji, oczekując na smakowity kąsek. Nawet szczególnie się nie ślinił. Od czasu do czasu tylko podawał łapę i pozwalał się głaskać. Aha! Zapomniałem o najważniejszym - Mietek był psem jednego z górali. Bardzo sympatyczne stworzenie i chyba rozsądniejsze w zachowaniu od jego pana. Gdy wyjeżdżałem, Mietek żegnał mnie wylewnie.

W domu włączyłem telewizor. Reklamował się akurat CD-Romek. Też fajnie, pomyślałem. Mniej więcej w tym samym czasie, także w TV, pojawił się Wirtualny Igor, zarzucający Telesieć. Do tego wszystkiego przeczytałem, że Intel (tak, ten od procesorów) wraz z firmą Mattel (ci z kolei robią lalkę Barbie) założyli spółkę. Będą produkować inteligentną Barbie (?), która ma być wyposażona w procesor, pamięć i interface (do komputera ma się rozumieć - wyjaśniam dla porządku, jeżeli ktoś myślami zszedł na inne tory). We wszystko uwierzę - w psa Mietka (inteligentnego), sympatycznego CD-Romka, Wirtualnego Igora, ale w inteligentną Barbie jakoś nie mogę. Chyba jednak nie doceniam możliwości Intela - na pewno zmienią jej kolor włosów i problem inteligencji rozwiążą w jakże przebiegły sposób. Prawdopodobnie zasłyszeli ten kawał o blondynkach: "Jak nazywa się zjawisko farbowania włosów blondynki na ciemny kolor? Sztuczna inteligencja".

Czego to ludzie nie wymyślą - chciałoby się rzec. Brakuje w tym wszystkim czegoś rzeczywiście użytecznego. Nam, informatykom, przydałoby się urządzenie uodparniające na stresy. Na razie najlepszym rozwiązaniem jest tradycyjny hełm z przyłbicą. Kto go będzie nosił, temu żadne dolegliwości nerwowe nie grożą - zgodnie z zasadą, że do zakutego łba nic nie dociera. Tak więc rycerze informatyki, zbrójcie się, aby was złe nie dosięgło. Ja nie muszę.