Owoce z chmury

Biznes lubi czasami „zaszaleć”, pozyskując usługi bądź sprzęt bez wiedzy działu IT.

Bo go stać, bo trochę się już zna i nie budzi w nim to strachu. Dawniej, gdy obycie z technologiami było takie sobie, bez informatyka nie zrobiono nic, gdyż na przeszkodzie stała bariera wiedzy technologicznej. Obecnie wszystko często jest tak skrojone pod użytkownika, że za pomocą prostego klikania zbudować można niezły kawałek usługi software’owej w niezależnym serwisie internetowym.

Ludzie biznesu nie muszą więc w wielu przypadkach oczekiwać pomocy działu IT – sami zrywają wirtualne owoce. Problemy zaczynają się później, gdy okazuje się, że owoce te są niestrawne. Pojawiać się mogą wycieki danych, począwszy od danych osobowych po informacje o prowadzonych projektach. Dlaczego? Bo komuś dysponującemu szczątkową wiedzą informatyczną przyszło do głowy przechowywać istotne dane w darmowym serwisie nie legitymującym się certyfikatami i klauzulami poufności. Chodzi o to, że ludziom biznesu wydaje się często, iż wiedzą na temat informatyki tyle, ile powinni i w związku z tym sami mogą kreować politykę i polecać stosowanie procedur. Podstawową kwestią jest to, że ułuda panowania nad materią technologii powoduje szereg fałszywych mniemań i błędnych poczynań przypominających wywijanie brzytwą przez małpę. Pierwszym alarmem są naruszenia zasad bezpieczeństwa. Drugi problem to kompatybilność stosowanych rozwiązań. Można pokusić się o używanie fragmentarycznej aplikacji w chmurze, ale należy zdawać sobie sprawę, że zazwyczaj nie będzie ona spójna z systemami używanymi lokalnie, więc wymiana danych może być dyskusyjna i na pewno nieautomatyczna. Czasami jakiś „bystrzak biznesowy” wpadnie po fakcie na epokowe rozwiązanie takiego czy innego sposobu transferu istniejących danych, nie mając pojęcia o utrudnieniach wynikających z niespójności struktur danych, a więc konieczności oprogramowania tych mechanizmów, co wymaga czasu i pieniędzy. Niekiedy też ktoś zadecyduje arbitralnie o zakupie sprzętu, którego kompatybilność z używaną technologią będzie niekoniecznie zagwarantowana.

Dział IT ma zazwyczaj wystarczającą wiedzę technologiczną, doświadczenie, wyobraźnię i możliwość weryfikacji, aby stać się jedynym firmowym ciałem eksperckim łączącym potrzeby biznesu i możliwości technologii. Dlatego działania poza jego plecami często doprowadzają później do iększych problemów, bo nie wszystko jest w gruncie rzeczy proste, mimo że na pierwszy rzut oka może na takie wyglądać. Chyba że technologię wykorzystujemy jedynie do posługiwania się portalami społecznościowymi, ale wtedy rzeczywiście nie ma o co robić rwetesu.