Ojcowie sukcesu

Ileż to razy sukces firmy uzależniony był od udanych rozwiązań informatycznych. Aby do tego doszło, krew, pot i łzy przelewali firmowi informatycy. A czy padło potem chociażby słowo "dziękuję"? Chyba nie zawsze.

Ileż to razy sukces firmy uzależniony był od udanych rozwiązań informatycznych. Aby do tego doszło, krew, pot i łzy przelewali firmowi informatycy. A czy padło potem chociażby słowo "dziękuję"? Chyba nie zawsze.

W firmie Lokalnego Informatyka odetchnięto z ulgą. Właśnie zakończyła się kontrola wykonywana przez specjalną komisję branżową. Od efektów tej kontroli zależało być albo nie być. Okazało się, że wyniki były nadzwyczaj pozytywne, więc firmę czekało znowu kilka lat świetlanej przyszłości. Zdawać by się mogło, że z sukcesu tego skapnie też jakieś Dyrekcyjne błogosławieństwo na głowę Lokalnego, tym bardziej, że komisja była wręcz zachwycona przygotowanymi przez niego raportami analitycznymi, które w zasadzie były tematem przewodnim tej kontroli i nad czym Lokalny spędził wiele tygodni wytężonej pracy. Przy okazji kontroli zwrócono uwagę na pewne niedociągnięcia występujące w księgowości i w dziale obsługi klienta, czego nie dało się wyprostować na czas pomimo szalonych prób maskowania bałaganu i pracy po 16 godzin dziennie w ostatnim miesiącu. Niemniej, ludzie się starali, za co Dyrekcja była im bardzo wdzięczna.

Na zwołanym przez Dyrekcję dziękczynnym bankiecie stoły uginały się od smakołyków. Nastrój był podniosły, a zanim przystąpiono do konsumpcji, głos zabrała sama Dyrekcja. Dziękowano za pracę włożoną w przygotowanie się do audytu, za uporządkowanie stanowisk pracy i tak dalej. Na podziękowania, w oczach Dyrekcji, zasłużyli w szczególności pracownicy księgowości i biura obsługi klienta. Nie pominięto wszakże służb porządkowych, dzięki którym wszystko się aż błyszczało, a toalety w szczególności. O tym wszystkim dowiedział się Lokalny kilka dni po bankiecie, gdyż jakoś nie dotarło do niego żadne zaproszenie, ani też nikt go wcześniej nie poinformował, że odbędzie się taka uroczystość. Zresztą, po co było Lokalnego zapraszać? Przecież nie przygotowywał się do wizyty komisji zarywając noce w pracy. Zrobił swoje raporty i tyle. Nie miał zaległości i bałaganu, na porządkowanie czego musiałby wykonywać jakiś tytaniczny wysiłek i wyrywać czas z osobistego życia. Dyrekcja zawsze miała zdanie, że na Lokalnym nigdy nie można polegać. Wszyscy się dwoją i troją, a ten ze spokojem, w swoim uporządkowanym świecie przygotowuje jakieś raporciki.

Najgorsi, zdaniem Dyrekcji, są właśnie tacy uporządkowani ludzie. Nie można z nimi przeprowadzić żadnej akcji wymagającej poświęcenia. Na szczęście, w firmie jest dostatecznie wielu innych czyniących bałagan, który okazjonalnie potrafią z pełną ofiarnością i rezygnacją z życia prywatnego porządkować.


TOP 200