Ogacić komputer(owca)

Pisząc ten felieton i wymyślając tytuł, śmiałem się tak głośno, że współpodróżni spoglądali na mnie jak na jakiegoś wariata. O przepraszam, powinienem napisać w języku poprawności politycznej: ''jak na osobę czasowo niezdolną do racjonalnego kontaktu z rzeczywistością''. Jednak nie mogłem się powstrzymać, gdyż wizja owcy w gaciach jest odlotowa.

Pisząc ten felieton i wymyślając tytuł, śmiałem się tak głośno, że współpodróżni spoglądali na mnie jak na jakiegoś wariata. O przepraszam, powinienem napisać w języku poprawności politycznej: ''jak na osobę czasowo niezdolną do racjonalnego kontaktu z rzeczywistością''. Jednak nie mogłem się powstrzymać, gdyż wizja owcy w gaciach jest odlotowa.

Szczególnie po strzyżeniu owcy może być zimno w tylne partie ciała i nałożenie tzw. gaci sztormowych bardzo by się jej przydało. Jeśli chodzi o komputery, to piękne i jakże polskie w swej wymowie słowo ''ogacić'' raczej powinno stosować się jako zaprzeczenie. Na przykład rzucenie kolegom ''rozgaciłem P4 3 GHz'' oznacza po prostu, że posiadacz najnowszego modelu komputera z procesorem Pentium 4 taktowanego zegarem trzy gigaherce musiał zdjąć obudowę, bo wnętrze się przegrzewało.

Tak naprawdę dzisiejszy felieton nie jest jednak poświęcony ani owcom, ani nawet komputerom, tylko osobom korzystającym z tych ostatnich. Choć znamy różne elementy wyposażenia nowoczesnego urzędnika, to jednak mało kto zajmuje się tym najważniejszym. Mamy bowiem wspaniałe biurka komputerowe z szufladką na klawiaturę, ba - nawet specjalne ścianki biurkowe dla tzw. biur o przestrzeni otwartej (felieton Vitra(ż) po bitwiehttp://www.apple.com.pl/kuba/archiwum/152.html ), mamy rewelacyjne fotele komputerowe, pozwalające bujać się na kółkach, np. Aeron Hermana Millera (http://www.hermanmiller.com/CDA/SSA/Product/0,1592,a10-c440-p8,00.html ), są nawet dostępne klęczniki sekularne, o których wygodzie mogę Państwa zapewnić, bo sam z nich korzystam od lat. Tymczasem wraz z zanikiem tradycyjnego biura zanikła też specjalna odzież robocza, np. to, co kiedyś nazywano zarękawkami. Tylko na filmach sprzed lat można jeszcze zobaczyć mężczyzn ze specjalnymi gumkami podtrzymującymi rękawy białych koszul, aby nie brudziły się o papiery - herosi pracy socjalistycznej zawijali rękawy, bo tak im się robota w rękach paliła.

Jest jednak taka część garderoby, która określana bywa jako "niewymowne", a więc niemająca przyzwoitej nazwy, godnej użycia w rozmowie towarzyskiej. Chodzi po prostu o gacie. Dla osoby spędzającej przed komputerem cały dzień, czy to dla mężczyzny, czy też dla kobiety, najważniejszym miejscem, że tak powiem na styku, są właśnie owe majtki, figi, dynamówki, slipki i jak je tam jeszcze zwą w branży bieliźnianej.

Po prostu okrycie zadka. Zresztą każdy, kto siada przed komputerem, a dotyczy to z pewnością większości Czytelników naszej gazety, wie o czym mówię: o owym nieszczęsnym uwieraniu, które towarzyszy procesowi siedzenia. U mnie zaczyna się ono mniej więcej po piętnastu minutach pracy.

Znalazłem rozwiązanie tego palącego problemu, znane zresztą ludzkości już od jakiegoś czasu. Zaskoczyło mnie jednak, że większość moich męskich rozmówców nigdy o nim nie słyszała, zaś po natychmiastowej demonstracji patrzyła na mnie niczym na zboczeńca. Panowie, męskie tongi nie są towarem tylko dla kochających inaczej, choć zapewne prezydent Kaczyński, sam jak podejrzewam hołdujący spodenkom do kolan, wyrzuciłby z pracy każdego urzędnika magistrackiego, który założyłby takie obrzydlistwo. Oświadczenia ludzi, którzy ich używali, są jednoznaczne: w niczym nie siedzi się tak dobrze przed komputerem jak w kusych majteczkach! Czytelniczek CW przekonywać o tym nie muszę, bo one na pewno już dawno odkryły tę rozkosz. Trudno jest w biurze stosować tzw. styl komando, w Polsce znany od czasów "Wesela" ("ja pod spód nic nie wkładam"), więc nie pozostaje nam nic innego niż tongi. Męskie. Bardzo męskie.