O nazwisko za dużo

O bezpieczeństwo dbać należy jak o zdrowie.

Nowe regulacje w dziedzinie ochrony danych osobowych idą więc we właściwym kierunku. Po zaakceptowaniu iluś tam zgód na przetwarzanie naszych danych czujemy się spokojni, chociaż niekoniecznie zapoznaliśmy się z treścią podesłanych nam dokumentów. Który odbiorca usług miałby czas i ochotę czytać te wszystkie klauzule? Wiadomo, że jest to prawny parasol ochronny dla świadczeniodawców.

Niewątpliwą korzyścią dostrzeganą na co dzień jest to, że zamilkł wreszcie telefon z ofertami od dziwnych firm marketingowych, co jest chyba dla pospolitych konsumentów najbardziej pozytywnym i spektakularnym objawem zmian prawa. Przeciętny Kowalski czuje więc, że jest otoczony jakąś opieką. A Piotr Kowalski również? Pytanie który, bo ja sam znam poza mną jeszcze dwóch takich, a z pewnością jest ich dużo więcej. Zmierzam do tego, że tak naprawdę nie wiadomo do końca, jaka osoba stoi za danym imieniem i nazwiskiem. Niedawno zasłyszałem w przychodni, że teraz pielęgniarka nie będzie mogła wywołać pacjenta po nazwisku. Może i słusznie, bo po co wszyscy mają wiedzieć, że Kowalski to ja. W ogóle to zastanawiam się, po co mi w tym wszystkim nazwisko, skoro coraz rzadziej mogę się nim posługiwać, a jednocześnie w mediach wycierają sobie nim gębę. Ciągle tylko słyszę: przeciętny Kowalski to, statystyczny Kowalski tamto.

Zobacz również:

Nie ma obawy o upublicznianie swego nazwiska w instytucjach skomputeryzowanych, gdzie w automacie pobiera się bilet i człowiek staje się anonimowym numerem tymczasowym. Zastanawiam się, jak w tej nowej rzeczywistości funkcjonować będą różnego rodzaju listy poparcia, gdzie aż roi się od informacji osobowych. Czy to płachty wyłożone na ulicznym stoliku, wspierające jakąś akcję społeczną czy polityczną, czy wreszcie lista poparcia na radnego czy ławnika w sądzie, z którą wędruje się po mieszkaniach. Wszystkie one są gęsto zapełnione ciekawą informacją, nieraz z numerem PESEL włącznie. No i wreszcie wisienka na torcie! Nie mogę się doczekać, jak też nowe regulacje o ochronie danych osobowych realizowane będą w szpitalach. W zasadzie już powinny być wdrożone. Czy to znaczy, że naprawdę nie będzie uwłaczającej osobistej godności pacjenta praktyki robienia z nim wywiadu na korytarzu podczas przyjęcia na oddział, gdzie postronni wszystko słyszą, i nie będzie również omawiania szczegółów zdrowotnych na wieloosobowej sali? Przypuszczam, że pacjentom nie chodzi w tym przypadku o to, czy ktoś pozna ich nazwisko, ale interesuje ich bardziej, aby nie byli po prostu upokorzeni, bo fakt ukrycia ich danych osobowych nie powoduje, że stają się anonimowi. No chyba że potraktujemy społeczność szpitalną jako jedną wielką rodzinę tymczasową, gdzie jeden przed drugim nie ma tajemnic. A może w tym wszystkim chodzi tylko o procedury prawne, a nie o godność człowieka, który nawet anonimowo będzie ją odczuwał w takim samym stopniu.