O braku powagi i innych takich

Ostatnia Polityka okładkowym tytułem A może by tak 100 dni powagi? wyraziła to, co sam bym o obecnych czasach napisał. Bo trudno patrzeć spokojnie, jak tu giełdy lecą na łeb na szyję, a kolejne gromadki zapraszanych na otwarcie nowojorskiej sesji giełdowej klaszczą i radują się jak dzieci.

Ostatnia Polityka okładkowym tytułem A może by tak 100 dni powagi? wyraziła to, co sam bym o obecnych czasach napisał. Bo trudno patrzeć spokojnie, jak tu giełdy lecą na łeb na szyję, a kolejne gromadki zapraszanych na otwarcie nowojorskiej sesji giełdowej klaszczą i radują się jak dzieci.

Apel Polityki nie jest pierwszym tego rodzaju - mieliśmy u nas kilka już takich i zawsze jakoś było tak, że jak ktoś apelował o 100 dni spokoju, to otrzymywał dwa razy tyle, ale zmasowanego niepokoju. Bo przecież - im gorzej tym lepiej, i z tym gorzej to nawet dobrze się udawało, tylko to lepiej, co miało nastąpić, nie zawsze jakoś miało ochotę.

Tego zaś, że o kryzysie można mówić rzeczowo i spokojnie, nie doszukując się rekordów spadków i nie wieszcząc katastrof dowiodła, właśnie co zakończona, wrocławska konferencja WroFin 2008. Konferencja, która po kilku latach przerwy nie tylko poradziła sobie z odzyskaniem miejsca w gęsto zapełnionym konferencyjnym kalendarzu, ale odzyskała także uczestników, przyciągając sporo prominentnych postaci ze świata nauki i praktyki bankowej. Co więcej - osoby te zjawiły się tam mimo kryzysowej sytuacji, w której zapewne ważnych i poważnych zajęć im nie brakuje.

Czego z tradycji tej imprezy nie przeniesiono, to ukierunkowania na bankowe rozwiązania informatyczne, które w formule konferencji zastąpiła bankowość detaliczna. Nie jest to jednak strata, jako że nowa formuła zagadnień informatycznych przecież nie wyklucza, a nawet pozwala osadzić je bardziej w kontekście biznesu bankowego. I tak też było - pojawiło się kilka wystąpień informatycznych, a w kilku innych informatyki można było doszukać się w tle.

Niemniej, sprawy światowego kryzysu, który - czego nikt nie ukrywał - zaczął się jednak od banków, pojawiały się co chwila, tak w samych wystąpieniach jak i w dyskusji.

Tak się jakoś złożyło, że sam mogę uchodzić za weterana tych Konferencji, gdyż brałem udział chyba we wszystkich, od czasów jeszcze, gdy odbywały się we wrocławskiej Akademii Ekonomicznej (dziś to Uniwersytet Ekonomiczny), w warunkach trudno porównywalnych z obecnymi, hotelowymi, ale dających za to niepowtarzalną atmosferę tej właśnie uczelni. Uczelni, na której też, przed blisko 40-tu laty, spędziłem kilka miłych, późno-wiosennych tygodni, ucząc się programowania elektronicznych automatów do fakturowania marki Soemtron.

Ponieważ wspomniany Uniwersytet Ekonomiczny nadal jest pośród organizatorów Konferencji (pozostali to Bank Zachodni WBK i IBM), udało się i tym razem zachęcić do uczestnictwa przedstawicieli dwóch światów: nauki i praktyki, co dość rzadko w Polsce się zdarza, tym bardziej, że światy te nie stroniły od siebie i miały sobie do przekazania wiele interesujących spraw. Nie oznacza to jednak, że kończyło się na wzajemnym adorowaniu i nie było kwestii spornych, czy odmiennych punktów widzenia.

Wracając do ogólniejszych spraw kryzysu - zepchnął on jakby całą informatykę na dalszy plan, przydając jeszcze jedno, niezamierzone znaczenie do tytułu słynnego artykułu Nicolasa Carra IT doesn't matter.

Fachowcy zaś twierdzą, że spadki wzrostu (!) gospodarczego nie będą aż tak wielkie: Chiny z 12 do 8, Brazylia z 5,5 do 3,5, Rosja z 8 do 5. A reszta? Reszta zatrzyma się między 0 a 2. Zadbają o to dobrzy fachowcy, jak chociażby ci, którzy z upadłego Lehman Brothers już trafili na prominentne stanowiska w innym, większym jeszcze banku.

Co nas powinno cieszyć - najgorzej wyszli na tym źli Niemcy i gorsi jeszcze od nich Rosjanie. W Moskwie sprzedaje się teraz jeden Porsche tygodniowo. Przedtem - jeden na dzień kalendarzowy. Dobrze im tak - jednym i drugim.


TOP 200