Nieco bliżej

To chyba jeszcze nie zasadniczy przełom, ale krok bardzo znaczący. Krok do tego, co próbuje się nazywać elektronicznym papierem. Czegoś, co miałoby właściwości komputera z dużym ekranem, z obrazem czytelnym w skrajnych nawet warunkach oświetlenia i co jednocześnie byłoby wygodne w użyciu, czyli lekkie, odporne na składanie i zwijanie, jak papier.

To chyba jeszcze nie zasadniczy przełom, ale krok bardzo znaczący. Krok do tego, co próbuje się nazywać elektronicznym papierem. Czegoś, co miałoby właściwości komputera z dużym ekranem, z obrazem czytelnym w skrajnych nawet warunkach oświetlenia i co jednocześnie byłoby wygodne w użyciu, czyli lekkie, odporne na składanie i zwijanie, jak papier.

Obserwuję pilnie rozwój tej dziedziny, bo należę do gatunku, który - gdy tylko objętość tekstu do przeczytania wykracza poza jeden ekran - najpierw go drukuję, a potem czytam w miejscu wygodniejszym, niż krzesło przed komputerem. Bo nadające się np. do fotela urządzenia, albo mają irytująco małe ekrany, albo są ciężkie. I ciągle trzeba o czymś myśleć, jak chociażby o tym, by ich nie zniszczyć, blokując przypadkowo otwory na chłodzenie.

Piszę więc o tym od czasu do czasu, gdy pojawia się coś interesującego i - dzięki czytelnikowi, leśnikowi z zawodu - wyzwoliłem się nawet z dość uproszczonego postrzegania sprawy oszczędności lasów w wyniku ograniczenia zużycia papieru. Zdaniem tegoż fachowca otóż, dobry las, dla własnej higieny, potrzebuje również ostrej piły, co - w skali kraju - daje tyle drewna nadającego się tylko na papier, że nie sposób go nań przerobić i kończy ono na ogół albo gnijąc, albo w domowych piecach. Jest jeszcze - czego leśnicy już nie widzą - aspekt chemii towarzyszącej przeróbce drewna na papier, co dla środowiska obojętne przecież nie jest i bardziej chyba o to tu chodzi, niż o same lasy.

Tak się jakoś złożyło, że przemysł urządzeń do liczenia w NRD rozwijał się głównie w Saksonii, kontynuując przedwojenne jeszcze tradycje. Tradycja ta zdaje się żyć nadal, bo nowe zakłady z tej branży coraz to wyrastają gdzieś między Chemnitz, Lipskiem a Dreznem.

Tym razem w samym Dreźnie, we wrześniu, otwarto zakład produkcyjny brytyjskiej firmy Plastic Logic, zbudowany w 16 miesięcy za 100 mln. dolarów. Fabryka ta jest podobno pierwszą na świecie wytwarzającą tzw. e-papier o zupełnie nowych właściwościach, a konkretnie - elastyczne, plastikowe ekrany, działające w technice e-ink, ważące niecałe 350 gramów, o grubości poniżej 10 mm i wielkości kartki A4. Już w pierwszym roku ma tam powstać milion takich ekranów. Liczba ta robi wrażenie (milion!), ale - jak się ocenia - w roku 2010 będzie to pokrywać tylko 2,5% światowych potrzeb (szacunek sprzed kryzysu, więc optymistyczny).

W ramce urządzenia mieści się procesor, pamięć, baterie i interfejsy (Bluetooth, Wi-Fi i gniazdo sieciowe). Oprogramowanie umożliwia korzystanie z plików w popularnych formatach, a więc m.in. MS Word, Excel i PowerPoint oraz Adobe Acrobat. Podobnych urządzeń na rynku jest już kilka, ale żadne z nich nie jest tak duże i tak lekkie, o elastyczności nie wspominając.

Technika e-ink nie pozwala jeszcze na pokazywanie ruchomych obrazów (na szczęście!) ani obrazu w kolorze. Można jednak domniemywać, że nad jednym i drugim intensywnie się pracuje, bo przecież chodzi o rynek reklamowy, dla którego to gratka nie lada (może z czasem będą rozdawać za darmo?), bo można nawet rejestrować i analizować co w ogóle i przez kogo jest czytane albo oglądane.

Urządzenie, o którym mowa, ma trafić na rynek w pierwszej połowie 2009, a cena ma być znana w styczniu. W komentarzach mówi się o okolicach 350 dolarów, bo tyle przeciętnie kosztuje Kindle, najbliższy rywal.

Firma Plastic Logic stara się być en vogue i prezentuje też swój nowy wyrób w serwisie YouTube, a niektóre o nim informacje można znaleźć tylko tam.

Jedyną i - z punktu widzenia felietonisty - poważną wadą nowego urządzenia zdaje się być to, że niedługo ma trafić na rynek, a ciągle nie ma nazwy. I nawet konkursu jakoś nikt nie ogłasza.


TOP 200