Niech się święci

Hindusi biją naszych. Takie informacje docierają zza bram Huty Katowice, zarządzanej właśnie przez przedstawicieli tej nacji. Hindusi biją naszych po pierwsze pozycją w hierarchii zarządczej, a po drugie po głowie - gołą ręką lub przedmiotem znajdującym się akurat w zasięgu.

Hindusi biją naszych. Takie informacje docierają zza bram Huty Katowice, zarządzanej właśnie przez przedstawicieli tej nacji. Hindusi biją naszych po pierwsze pozycją w hierarchii zarządczej, a po drugie po głowie - gołą ręką lub przedmiotem znajdującym się akurat w zasięgu.

Obszerny artykuł na ten temat opublikował niedawno "Dziennik Zachodni", więc nie będę przytaczał dalszych pikantnych szczegółów. Dziwi mnie natomiast jedno: jak można? Jak można pozwolić się uderzyć, nie czyniąc niczego w obronie własnej. Chociaż mnie osobiście nie spotkała jeszcze fizyczna przemoc w miejscu pracy, to jednak próbowano tego w innych okolicznościach. Moje odruchy obronne są silne (a dawniej umiejętności walki wręcz były też całkiem, całkiem), więc napastnik zawsze żałował tego pierwszego, niefortunnego kroku. U podstaw takiego, a nie innego zachowania leży zawsze pewien automatyzm, który działa bez względu na miejsce. Czyżby pracownicy przeistoczyli się w worki treningowe, tracąc jednocześnie własną godność, przestraszeni swoich zwierzchników i trzęsący się na myśl o utracie pracy?

Zresztą nie tylko przemoc fizyczna jest problemem, bo ludzie powszechnie skarżą się na bezlitosnych pracodawców, czego przykładem są chociażby niepokojące i znane szeroko sygnały płynące z supermarketów. Bez wątpienia znacznie gorzej znosi się psychiczną presję, na którą też trudniej bezpośrednio reagować. Zapewne niejeden pracownik chętnie dałby wycisk takiemu przełożonemu, ale tu jednak hamulce jakieś działają. W końcu trudno bić pracodawcę za zmuszanie do pracy w nadgodzinach bez wynagrodzenia, a ponadto najczęściej jest to kwestia całego systemu, a nie wymysłów pojedynczych przełożonych. Niektórzy kacykowie władający zakładami pracy poczuli się nagle do roli panów i władców - i to niezależnie od narodowości, aczkolwiek narodowość, jak widać, może wpływać na asortyment stosowanych metod. Zmiany ustrojowe spowodowały generalne jakieś zastraszenie społeczeństwa i utratę godności. Skończyły się czasy współwłasności, współodpowiedzialności i współrządzenia panujące do końca znienawidzonego PRL-u, kiedy też pracownik traktowany był nieco inaczej, bo - przynajmniej formalnie - liczono się z jego zdaniem i jakakolwiek krzywda w miejscu pracy odbijała się echem, dosięgając nawet uszu władz lokalnych. Ale ludziom pracy to się nie podobało. Nie podoba im się również to, co jest obecnie. Przypuszczam, że wszystkim chodzi o to, aby samemu być w zarządzie, a nie podlegać pod kogokolwiek i znosić jego grymasy. Taką pozycję mają jedynie rolnicy, którzy są panami na swoim. Trudno jednak myśleć o tym, aby każdemu obywatelowi dać skrawek ziemi do rządzenia.

Jedyna metoda na wyjście z tej jakże nieprzyjemnej sytuacji, to zniesienie rządów człowieka nad człowiekiem, a w miejsce podwładnych pracowników zastosowanie robotów. Póki to nie nastąpi, proponuję ustanowienie 2 maja dniem Pana Pracodawcy, co powinno wlać trochę miodu w serca właścicieli firm i ukoić ich stosunek względem parobków zakładowych. Wtedy też tryptyk świąt majowych w swym wachlarzu rozmaitości zaoferuje każdemu po trochu - od prostych robotników poczynając, poprzez ich ciemięzców, a na zwolennikach demokracji kończąc.


TOP 200