Naturalny monopol komputerowy

Z niejakim zdumieniem przeczytałem (po angielsku) apel Jakuba Chabika ...

Z niejakim zdumieniem przeczytałem (po angielsku) apel Jakuba Chabika ...

...na łamach jego bloguhttp://rewers.computerworld.pl/news/102549.html , a potem jeszcze dodałem sobie adrenaliny lekturą felietonu wyjaśniającegohttp://www.computerworld.pl/artykuly/artykul.asp?id=53349 powody napisania apelu. Wydawało mi się dotąd, że kolega z łamów jest osobą rozsądną i stąpającą mocno po ziemi. Wprawdzie ścięliśmy się komentarzami na temat własności intelektualnej (niestety, gdy piszę te słowa, reprodukcja obrazu Rembrandta ciągle jeszcze zdobi wpis blogu Rewers, choć to ewidentne naruszenie praw autorskich), ale nie sądziłem, że ktoś może być tak naiwny i niedoinformowany, aby pisać apele do biurokracji europejskiej.

Mówiąc krótko: Jakub Chabik uważa, że jedna dyrektywa UE może rozwiązać problem współdziałania systemów komputerowych. A jako przykład (kontrprzykład?) podaje możliwe działanie zakładów elektrycznych, forsujących prawnie użycie różnych gniazdek elektrycznych w celu wymuszenia zakupu sprzętu AGD. Zacznijmy od tych nieszczęsnych gniazdek. Każdy, kto choć tylko trochę wychylił nosa z Polski, wie dobrze, że na obszarze UE panuje kompletna dowolność kształtów gniazdek, napięć (pamiętacie Państwo, jak to nam w Polsce z dnia na dzień podniesiono napięcie do 240 V?!) i sposobów uziemienia. A wszystko bierze się z tzw. naturalnego monopolu, zwanego też monopolem technicznymhttp://en.wikipedia.org/wiki/Natural_monopoly , powstającego w sposób właśnie naturalny w przypadku tzw. służb pożytku publicznego. Dobrze jest przyjrzeć się początkowi elektryfikacji, tylko nie w Związku Radzieckim, ale tej amerykańskiej. Walka pomiędzy prądem stałym (konik Edisona, wyższość demonstrowana za pomocą krzesła elektrycznego), a prądem zmiennym bardzo przypomina walki systemów operacyjnych.

Na szczęście wojna ta, pomimo prób administracyjnych zakazów, zakończyła się zwycięstwem rozwiązania lepszego technicznie. Bez żadnych dyrektyw. Za to wymyślona przez Edisona oprawka żarówki przetrwała prawie niezmieniona do dziś, bo była po prostu dobra. Podobnie jak gniazdka amerykańskie, mające polaryzację, niepotrzebną w przypadku prądu zmiennego. To jest koszt selekcji naturalnej. Wbrew twierdzeniom kreacjonistów, selekcja naturalna widoczna jest na co dzień, właśnie w rozwiązaniach technicznych, a nie tylko w oku człowieka. Żadne dyrektywy, grzywny oraz kary nie pomogą - ludzie lubią rozwiązywać problemy metodą błądzenia przypadkowego. Jak pokazała natura, metoda ta jest wyjątkowo skuteczna. Także w przypadku oprogramowania - nie będę pastwił się nad Windows, ale jego konwergencja z systemem Mac OS nie jest bynajmniej przypadkowa. Jest koniecznością ewolucyjną, czyli konkurencyjną.

Właśnie o owej konkurencyjności zapomina Jakub Chabik. Chciałby, aby pani komisarz wydała dyrektywę (dyrektywy?) zmuszające konkurentów do pełnego ujawniania szczegółów rozwiązań (czyli prawdziwej wartości firm), po to aby inni mogli podłączać się do ich systemów, na razie zamkniętych. A przecież biurokracja uwielbia monopole naturalne. Ba, niektórzy twierdzą, że monopole te są skutkiem wygodnictwa władzy, która zamiast arbitrażu woli rozmowy z jednym kontrahentem. Tak więc, jeśli czegokolwiek można oczekiwać po pani komisarz, to raczej wsparcia dla monopolu, np. jakiegoś koncernu paneuropejskiego, niż pomocy w wymuszeniu na Microsofcie szczegółów SMB. O ile wiem, działania biurokracji europejskiej jak na razie nie doprowadziły w żadnej dziedzinie do polepszenia konkurencyjności tutejszego przemysłu.

Mam wrażenie, że w Gdańsku ciągle jeszcze nie zauważono, iż komunizm padł m.in. dzięki rewolucyjnym działaniom w tym właśnie mieście. Pisanie długich manifestów do komisarzy EU żadnej rewolucji nie czyni. Niestety.