Na powszechne życzenie

Dziesięć lat temu, w roku uznanym wówczas za rok Zjednoczonej Europy, uczestniczyłem w pewnej konferencji, która symbolicznie rozpoczęła się w siedzibie Parlamentu Europejskiego w Strasburgu, by następnie obradować na statku płynącym z biegiem Renu. W jej trakcie wystąpił m.in. wiceprezes japońskiego koncernu Fujitsu, który dowodził, jak wielką wartość ma dla nich nazwa i pozycja rynkowa wówczas dopiero co kupionej przez ten koncern, brytyjskiej firmy informatycznej ICL.

Dziesięć lat temu, w roku uznanym wówczas za rok Zjednoczonej Europy, uczestniczyłem w pewnej konferencji, która symbolicznie rozpoczęła się w siedzibie Parlamentu Europejskiego w Strasburgu, by następnie obradować na statku płynącym z biegiem Renu. W jej trakcie wystąpił m.in. wiceprezes japońskiego koncernu Fujitsu, który dowodził, jak wielką wartość ma dla nich nazwa i pozycja rynkowa wówczas dopiero co kupionej przez ten koncern, brytyjskiej firmy informatycznej ICL.

O planach bliskiego wprowadzenia ICL na giełdę londyńską mówił wtedy wieloletni szef tej firmy sir Peter Bonfield, który kilka lat później objął szefostwo British Telecom - jednego z największych operatorów telekomunikacyjnych świata.

Teraz okazuje się, że ta, jedna z wielkich europejskich firm informatycznych o niemal stuletniej tradycji, z końcem tego lata przestanie działać pod własną nazwą. Oznacza to, że za miesiąc nie będzie już firmy, która miała tak liczne, szczególne - i w wielu przypadkach pionierskie - osiągnięcia. By wymienić tylko niektóre: pierwszy na świecie komputer "biurowy" (Lyons Electronic Office - lata 50.), praktyczna realizacja maszyny wirtualnej (lata 60.), czynny udział w wypracowaniu siedmiowarstwowego protokołu teletransmisji danych (lata 70.), światłowodowe połączenie z pamięciami zewnętrznymi (ponad 10 lat przed konkurencją), urządzenia zewnętrzne pracujące w sieci z powszechnie stosowanym protokołem (pierwsze takie rozwiązanie). Od siebie uzupełniłbym tę listę jeszcze systemem operacyjnym o nazwie VME, dla którego koncepcji i realizacji i dziś trudno znaleźć konkurentów.

Wyjątkowe i szczególne miejsce ICL miał w Polsce. Dziś brzmi to nieprawdopodobnie, ale jeszcze pod koniec lat osiemdziesiątych firma ta miała tu blisko 50% rynku. Było tak nie tylko za sprawą wytwarzanych w Polsce przez lata komputerów Odra, będących kopią logiczną maszyn z serii ICL 1900 i pracujących z ich oprogramowaniem. Składało się na to również sprawne zaopatrzenie w części zamienne, doskonałe kursy i - uznawane za najlepsze w branży - podręczniki. Było w tym również coś, co wyróżniało tę firmę pośród innych - specyficzna, promująca innowacyjność kultura i własny styl działania.

Nasza Odra, którą nie zawsze docenialiśmy w kraju, była wysoko ceniona przez sąsiadów, którzy wzdychali do niej po cichu, głośno chwaląc RIAD-y. Na Odrach wykształciło się kilka pokoleń naszych informatyków i to one stanowiły wyposażenie licznych ośrodków ZETO, już wówczas świadczących usługi określane dzisiaj jako outsourcing. Pracowały w Polsce również liczne, oryginalne komputery ICL kolejnych generacji, z czym sam byłem blisko - a nawet bardzo blisko - związany przez ponad 20 lat.

Historia firmy ICL w Polsce, związanych z nią ludzi i jej klientów jest bogata w wydarzenia, pouczające przykłady, dramaty oraz historie nieprawdopodobne i zabawne. Wiele z nich zasługuje na spisanie i utrwalenie jako pouczające, aktualne i dziś, przykłady.

Różne władze, dyktatury, organy i kto tam jeszcze, wprowadzając niepopularne decyzje, często przytaczają argument, że dzieje się tak na powszechne życzenie a to załogi, a to całego społeczeństwa... Tak samo jest i w tym przypadku - firma Fujitsu, pod której to szyldem ma niebawem funkcjonować ICL, twierdzi, że zmiana nazwy jest dokonywana przy powszechnym poparciu załogi, partnerów i klientów, którzy od dawna na to czekali. Nielicznych sceptyków i niedowiarków przekona się za pomocą kampanii reklamowej, która potrwa 3 lata i ma kosztować ponad 700 mln USD...


TOP 200