N@miętność w sieci

Publikujemy nieznane fragmenty nowej książki poczytnego polskiego autora Janusza L. Jabłkowskiego pt. N@miętność w sieci. Książka ukaże się w drugiej połowie 2003 r.

Publikujemy nieznane fragmenty nowej książki poczytnego polskiego autora Janusza L. Jabłkowskiego pt. N@miętność w sieci. Książka ukaże się w drugiej połowie 2003 r.

W opustoszałym biurze kable komputerów rozrzucone były po szarej wykładzinie jak włosy porzuconej kochanki. Cichy szum włączonego sprzętu przywodził na myśl odległy pomruk spokojnego morza. Jasne światło jarzeniówek oświetlało tę scenerię, z której emanowała pustka i jakaś nieokreślona groza. A przecież toczyło się tu jednak jeszcze życie. Komórka świergoliła niczym ptaki w ciemnym lesie i drżała miotana po blacie siłą alarmu wibracyjnego. Alicja pędem biegła ku niej, roztrącając na boki krzesła odjeżdżające ze zgrzytem protestu. Wzruszona przeczytała na wyświetlaczu ciekłokrystalicznym upragnione imię. "Jan" - szepnęły jej wargi w satelitarną otchłań, do której bramą był teraz jej telefon. "Jan..." i tylko ten matowy jęk było słychać w pustej przestrzeni biura. "Za 5 minut, wiesz gdzie" - padły suche, cyfrowe słowa, choć Alicja wiedziała przecież, jakie głębie czułości skrywają się za nimi. "Jakiż on męski, jaki rzeczowy, jaki stanowczy" - myślała w uniesieniu, ubierając się pospiesznie, by zaraz wybiec na przystanek autobusowy.

Czekał na nią pod diodowym zegarem, który krwawą poświatą oświetlał jego szpakowate włosy. "Jesteś..." - powiedział ni to z radością, ni to z zaskoczeniem. Tyle razy widziała te słowa zapisane dziesięciopunktowym Arialem, kiedy z drżącym sercem uruchamiała komunikator zaraz po zalogowaniu się. "Jesteś..." - dziś, słysząc to po raz pierwszy w jego ustach, była oszołomiona. Tak jak tego wieczoru, gdy na osiemnastych urodzinach swojej najlepszej przyjaciółki niespodziewanie poczuła na piersiach rękę nieznajomego, z którym przetańczyła cały wieczór. I tak jak wtedy słyszała, jak coś w środku mówi jej "Nie, nie rób tego!", a jednocześnie inna część jej duszy pragnie go całą mocą.

A przecież dopiero wczoraj poznała jego prawdziwe imię. Na początku, gdy spotkali się półtora roku temu na Gadu-Gadu, znała go pod internetowym nickiem NetGuru. Zagadnął ją o konfigurację pod AIX. Domyślała się, że pomylił ją z kimś - bo cóż ona, prosta programistka w Visual Basicu, mogłaby wiedzieć o PHP i AIX! Ale jeszcze tego samego popołudnia wypożyczyła z firmowej biblioteczki wszystkie książki, jakie były - począwszy od klasycznych pozycji Kernighana i Thompsona, skończywszy na PHP dla opornych. Po czterech nie przespanych nocach potrafiła już odpowiedzieć na każde pytanie, znała wszystkie subtelności składni PHP, a tagi HTML-a zdały jej się miłosną pieśnią śpiewaną podczas pełni księżyca. Zmieniła też nicka w Gadu-Gadu z Alice na Alix i czekała... czekała niczym modem tęskniący za falą nośną, za melodyjnym 2600 Hz.

Po pierwszych pytaniach przyszły następne, po nich rozmowy z pozoru o niczym, ale pełne uczuć przepływających między routerami niby butelki rozbitków przemierzające mile oceanu. Potem były kwiaty - i choć pisane surowym ASCII, wydawały jej się piękniejsze od karmazynowych róż stojących w wazonie przy klawiaturze. I wreszcie to proste, męskie pytanie: "Chcesz...?"

Chciała. To dlatego zostawiła swój nowy, dopieszczany od tygodni program w pół metody, nie wiedząc jeszcze, czy parametr przekazać przez wartość czy przez referencję. Jakież miało to teraz znaczenie! Sprzeczne uczucia walczyły w niej niczym karty sieciowe podpięte do jednego ethernetowego kabla.

Stała tak oświetlana krwawą poświatą panelu diodowego, czując się pod jego wzrokiem niemal naga, myśląc jedynie: co zdarzy się dalej?