Może przyjdzie na to czas

Uniwersalne komputery personalne wkomponowały się na dobre w krajobraz zastosowań informatyki. Tylko dzięki nim każdy, kogo na to stać i ma taką potrzebę, może posiadać w mieszkaniu nie tylko maszynę do gier, ale także edytor tekstu, arkusz kalkulacyjny i wszelkie dobrodziejstwa multimedialne. No i oczywiście może mieć taki lub inny system operacyjny, bez którego ani rusz. A system ten bywa nierzadko przyczyną wielu kłopotów, zwłaszcza że posługiwanie się nim nie jest na tyle proste, aby po przeczytaniu krótkiej instrukcji opanować chociażby podstawowe arkana.

Uniwersalne komputery personalne wkomponowały się na dobre w krajobraz zastosowań informatyki. Tylko dzięki nim każdy, kogo na to stać i ma taką potrzebę, może posiadać w mieszkaniu nie tylko maszynę do gier, ale także edytor tekstu, arkusz kalkulacyjny i wszelkie dobrodziejstwa multimedialne. No i oczywiście może mieć taki lub inny system operacyjny, bez którego ani rusz. A system ten bywa nierzadko przyczyną wielu kłopotów, zwłaszcza że posługiwanie się nim nie jest na tyle proste, aby po przeczytaniu krótkiej instrukcji opanować chociażby podstawowe arkana.

Ongiś nie było specjalnych problemów użytkowych przy pracy zdalnej w trybie terminalu znakowego. Zresztą korzystano z tych rozwiązań tylko zawodowo w dobrze zdefiniowanym środowisku aplikacji dedykowanych konkretnym zastosowaniom. Teraz jest o tyle gorzej, że użytkownik komputera może nieźle w nim "zamieszać" prostymi stosunkowo operacjami manualnymi, nie zdając sobie nawet sprawy z destrukcyjnej siły swoich pociągnięć. Wszelkie obostrzenia w rodzaju ograniczania uprawnień i stosowania profili są dobre do czasu, bo nie zawsze aplikacje respektują te restrykcje i nieraz odmawiają wręcz współpracy, jeśli konto użytkownika nie ma uprawnień administracyjnych, a przynajmniej dostępu czynnego do istotnych katalogów systemowych.

Co użytkownik lekką ręką zepsuje, to informatyk z ciężkim trudem musi naprawić. Stąd rzesze informatyków zakładowych ganiają z wywieszonymi językami, ratując z opresji pracowników biurowych, a także przełożonych, którzy nabroili coś w swoim domowym sprzęcie.

System operacyjny dostępny "na pulpicie" jest najgorszym z możliwych rozwiązań oddanych we władanie nieświadomych ludzi.

Co z tego, że jest elastyczny i konfigurowalny, skoro oznacza to niechybną katastrofę wobec braku dostatecznej wiedzy informatycznej, która przecież nie jest domeną większości użytkowników. Podobnie zresztą bywa z aplikacjami - im większa dowolność konfiguracyjna, tym poważniejsze szanse popsucia czegoś. Sztuka konfigurowania pasków narzędziowych dla większości ludzi to wręcz nauka nie do przyswojenia. Polepszanie elastyczności i funkcjonalności produktów programistycznych powoduje komplikację, wtórnie przeistaczając się w niefunkcjonalny ambaras. Trudno wymagać, aby każdy użytkownik używający komputera w kilku podstawowych zastosowaniach musiał zdobywać ogromną wiedzę z zakresu posługiwania się narzędziami. Niestety, obecnie tak właśnie jest.

Ogromnej większości ludzi prawdopodobnie wystarczyłby zestaw komputerowy zawierający podstawowe aplikacje o niezmiennych profilach i kompletnie nienaruszalny prosty system operacyjny. A jeszcze lepiej, gdyby środowisko pracy było dostarczane zdalnie za sprawą wtyczki sieciowej, a dysk lokalny służył jedynie jako pamięć tymczasowa. Rozwiązania takie są co prawda stosowane komercyjnie, ale są zbyt mało wydajne, aby stały się powszechne. Zanim serwery osiągną moc superserwerów aplikacyjnych, udostępniając tysiącom użytkowników swe usługi w graficznym trybie terminalowym, pozostaje męczyć się ze skomplikowanymi systemami stacji roboczych. Dobrze, że przynajmniej pocztę elektroniczną można w zdecydowanej większości serwisów obsługiwać przez panel przeglądarki. Skonfigurowanie klienta pocztowego to także czarna magia dla przeciętnego człowieka.

Informatycy stworzyli dobre narzędzia, ale dla informatyków. Czas wreszcie pomyśleć o zwykłych użytkownikach, którzy nie mają zwyczaju czytać opasłych tomów dokumentacji.


TOP 200