Mozaika rekurencyjna

Zawsze fascynowały mnie fale publicznej fascynacji. Z młodości pamiętam szaleństwa hula-hop (obręcz do żonglowania biodrami), klik-klaków (dwie kulki na sznurku, którymi uderzało się o siebie, powodując serię szybkich strzałów), degolówek (czapki w stylu francuskiego prezydenta) oraz koloru bahama-yellow (tzw. dla chama yellow).

Zawsze fascynowały mnie fale publicznej fascynacji. Z młodości pamiętam szaleństwa hula-hop (obręcz do żonglowania biodrami), klik-klaków (dwie kulki na sznurku, którymi uderzało się o siebie, powodując serię szybkich strzałów), degolówek (czapki w stylu francuskiego prezydenta) oraz koloru bahama-yellow (tzw. dla chama yellow).

Rok 1997 przejdzie prawdopodobnie do historii jako ten, w którym zapanowała fotomozaika. Newsweek wybrał portret księżnej Diany na okładkę numeru bożonarodzeniowego. IBM, także w Polsce, zdecydował się na portret bliżej nie znanej panienki (reklamy Soft-troniku). Nawet CW pisał o tej ciekawostce, niestety, pokazując obrazek w znacznym pomniejszeniu.

Robert Silvers, który rzecz całą wymyślił i zrealizował, jest absolwentem MIT. Jako projekt pracy magisterskiej wybrał kodowanie obrazów za pomocą innych obrazów. Napisał odpowiedni program, wykonał kilka przykładowych zdjęć i pewnie by na tym poprzestał, gdyby inni nie zainteresowali się komputerowym manipulowaniem obrazami. Założył więc firmę o zwodniczej nazwie Runaway Technology (technologia ucieczki) i zaczął sprzedawać obrazki. Zamówienie oryginalnego portretu kosztuje do 75 tys. dolarów w przypadku wyłączności. Prawdopodobnie wizerunek Lincolna jest jednym z najbardziej opatrzonych - poprzednio był on wielokrotnie wykorzystywany do demonstracji efektu tworzenia obrazu przez mózg nawet z minimalnej liczby pikseli.

Fotomozaiki robione są przez specjalny program na komputerach Silicon Graphics z 256 MB RAM oraz 30 GB przestrzeni dyskowej, ale właściwie każdy mógłby popróbować tej formy twórczości, gdyż - jak twierdzi pan Silvers - nawet jemu zdarza się poprawianie automatycznie tworzonych obrazów. Typowa mozaika składa się z kilkuset małych zdjęć, ułożonych w dywanik z wykorzystaniem podobieństwa tematyki. Gdy więc np. trzeba zrobić niebo, to wybiera się jaśniejsze fotki z przewagą chmur. Na stronie reklamowej firmy (http://www.photomosaic.com) pokazano kilka przykładów, ale niestety sieć nie nadaje się do demonstracji jakości efektu.

Właściwie tylko plakaty oraz album wydrukowany na kredowym papierze pozwalają delektować się bogactwem detali. W niedawno zakończonym serialu "Seinfeld" (nie znany w Polsce, gdyż osadzony zbyt mocno w realiach nowojorskich), jeden z bohaterów proponował wydanie albumu o albumach ze stolików na kawę (w Polsce powinno się raczej myśleć o czasopiśmie prezentującym czasopisma z poczekalni dentystów). W tym sensie album z fotomozaikami jest początkiem całej serii. Można bowiem wyobrazić sobie zdjęcie skomponowane ze zdjęć albumów z fotomozaikami. Jeszcze wyższy poziom komplikacji można by osiągnąć, stosując zdjęcia albumów z efektami trójwymiarowymi (tzw. Magic Eye) i tworząc z nich trójwymiarowy obraz albumu mazaikowego.

Programiści od dawna wiedzą, że rekurencyjne definicje mogą prowadzić do długich rachunków. Wspaniałym przykładem takiej samoreferencyjnej procedury jest obliczanie funkcji Ackermanna - już w trzeciej iteracji przekracza się pamięć komputera. Na szczęście, obrazek w obrazku nie ma zbyt wielu detali, o czym można przekonać się obserwując pudełko z proszkiem do prania, na którym przedstawiono panią domu trzymającą w ręku pudełko z proszkiem do prania. A gdy takie pudełko pojawia się w reklamie telewizyjnej... Nie, nie dajmy się zwariować!