Mania nowych produktów, a codzienna rzeczywistość

Przez ostatnie kilka lat obserwowaliśmy zastój w wielu dziedzinach przemysłu komputerowego. Niektórzy eksperci zrzucają winę na ogólną słabość gospodarki. Ale jest to jedynie część prawdy. Moja odpowiedź brzmi: użytkownicy mają już naprawdę dość.

Przez ostatnie kilka lat obserwowaliśmy zastój w wielu dziedzinach przemysłu komputerowego. Niektórzy eksperci zrzucają winę na ogólną słabość gospodarki. Ale jest to jedynie część prawdy. Moja odpowiedź brzmi: użytkownicy mają już naprawdę dość.

Nie jestem przeciwnikiem postępu ani usprawnień w technologii informatycznej, ale niektóre jej dziedziny dojrzały na tyle i pracują na tyle dobrze, że należy zostawić je w spokoju. Problem polega na tym, że jeśli nawet dostawcy mówią o rozwiązaniach, to rynek jest skierowany na produkty. I co gorsza, podobnie myślą niektórzy szefowie działów informatyki w przedsiębiorstwach.

Inteligentni użytkownicy technologii informatycznej wiedzą jak wyważyć rzeczywiste potrzeby z ofertą, aby robota była wykonana i nie przeciążyć firmy. Mimo, że perfekcja techniczna jest niezbędna w produktach, wierzę że bardziej potrzebna nam jest perfekcja w podejmowaniu decyzji i zdrowy rozsądek. Nim w pełni wykorzystamy technologię, mamy ochotę ją zmieniać.

I tu powiem coś szokującego: pewnych działań nie należy automatyzować.

Przypomnę znany każdemu fakt. Jeszcze niedawno gdy wchodziłem, kupowałem papeterię od ręki. Teraz zaś, gdy sklep został zautomatyzowany, mam czas przeczytać wszystkie reklamy, podczas gdy kasa zapisuje różne informacje związane z zakupem jednej koperty.

Jeżeli główne zadanie ulega opóźnieniu w celu spełnienia pewnych wymagań systemu lub jego właściciela, to uważam iż jest to klęska systemu.

Firmy oferujące technologię informatyczną są tak zdecydowane osiągać ciągły rozwój, że forsują rozwiązania technologiczne funkcji, nie wymagających w ogóle tej technologii.

Znakomitym przykładem jest poczta elektroniczna. Gdy po raz pierwszy poczta elektroniczna wywołała mnie nachalnym potrójnym sygnałem dźwiękowym, wskazującym że ktoś usiłuje zakłócić mój stan głębokiej koncentracji, zdecydowałem, że nie potrzebuję takiego natręta.

Potrzebuję łagodniejszej i przyjemniejszej formy komunikacji. Gotów jestem nawet zaakceptować konieczność otwierania kopert, nie pozwolę żeby coś na mnie gwizdało.

Utrudnienie zamiast ułatwienia

Wiem, że w tej dziedzinie są poważne trudności, gdyż często prawnicy, inżynierowie i konsultanci z mego budynku pukają do mych drzwi z prośbą o pomoc. Mają jakąś robotę do zrobienia, a tymczasem - z różnych powodów -system blokuje ich działania. Potem zaś rzucam okiem do prasy informatycznej i czytam o najnowszych technologiach. To zupełnie tak, jakbym księgowemu, który nie może przygotować bilansu mówił, że jego komputer zawiera najnowsze układy scalone. Czy poczuje się lepiej?

Czasem podejrzewam, że biznes technologiczny i biznes ludzki są kompletnie nie zsynchronizowane. To tak, jakbyśmy budowali samochody poruszające się z szybkością 300 km/h, zużywające 3 litry paliwa na setkę, ale nie mieli nie tylko autostrad, ale także kierowców potrafiących wykorzystać te możliwości. A nawet jeśli ja potrafię, to jest wiele bardzo sympatycznych osób, które nie chcą podróżować tak szybko.

Wykonaliśmy ogromną pracę, opracowując te znakomite technologie. Czego nie zrobiliśmy, to udostępnienie ich na różnych poziomach ludzkiej działalności. Niektóre z tych technologii są zbyt skomplikowane dla zwykłego pracownika; inne zagrażają szefom. A większość z nich zmienia się tak szybko, że pracownicy działu informatyki zajmują się bardziej uaktualnianiem technologii, niż aplikacjami.

Na razie dość technologii - weźmy się do pracy.


TOP 200