Majtki, radary i komputery Odra

Nie byłem nigdy za naszą wschodnią granicą. Ani przedtem, ani potem. I chyba już tego nie odrobię, o czym za chwilę. A wszystko zaczęło się od Seminarium PTI, z końca ubiegłego roku, gdzie pośród wspominek o polskiej informatyce, padła wzmianka o tajemniczych polskich komputerach Rodan, i od niedawnego artykułu, na tych stronach, o wyłączeniu ze służby (było to na kolei, a tam się służy), ostatniego działającego komputera Odra.

W artykule była też wzmianka o wojskowych odmianach tejże Odry, które, jak to w wojsku, dla niepoznaki nazywały się Rodan (z liter której to nazwy, po odrzuceniu ostatniej, z łatwością można ułożyć odrę). Komputerów tych wyprodukowano prawie dwie setki, więc niewykluczone, że niebawem dowiemy się o kolejnej ostatniej Odrze, która zakończyła służbę (jak służba, to wiadomo gdzie - z pewnością nie na kolei).

I tu muszę zrobić dygresję nie na temat, a będą pewno i tacy, którzy orzekną, że podlizuję się redakcji naszego tygodnika. Czytam go pilnie, chociaż często z opóźnieniem, i nie zauważyłem tam jakoś dotąd nieznośnej maniery, która jest plagą naszej prasy, sztandarowych tygodników nie wyłączając. Polega ona na tym że, bez względu na to, o czym się pisze, należy uczynić, chociażby jednozdaniowe, swoiste "wyznanie wiary", potępiające czasy sprzed roku 1989. Najbardziej ochoczo robią to młodzi autorzy, których wiedza o tych czasach jest wtórna, ale przez to głoszona jeszcze odważniej.

Czytałem niedawno w "Polityce", sprzed roku albo więcej, artykuł jakiejś pani o sukcesach naszych producentów bielizny. I zgodnie ze wspomnianą manierą, musiała tam się znaleźć, oderwana od całości, wzmianka o "socjalistycznych barchanach", czy jakoś tak. Już tylko z tego można wątpić, czy autorka w ogóle wie, co to jest barchan, i mieć pewność, że pojęcia nie ma o sprawie i czasach, które próbuje tym zdaniem skwitować.

Bo w rzeczywistości nasze bieliźniane produkty, szczególnie te damskie, czy to produkcji państwowej, czy rzemieślniczej, błyszczały klasą i wzornictwem nie tylko na tle państw wówczas ościennych, ale nawet w porównaniu z zaledwie "klasyką" w tej dziedzinie Marksa i Spencera, który chwalił się wtedy, że jego bieliznę nosi co druga Brytyjka.

Ekspertem w tej dziedzinie był kolega, który jeździł wówczas często do ZSRR jako serwisant naszych maszyn. Przed każdym wyjazdem czynił on obfite zakupy z branży bieliźnianej damskiej, bo towar ten - jak twierdził - miał tam wyjątkowe wzięcie i zjednywał mu względy lokalnych dziewczyn. Co prawda, jak przyznawał, dodatkowym atutem była narodowość, bo Polak, w odróżnieniu od lokalnych panów, jeszcze pamiętał, by "popieścić przed i przytulić po", albo odwrotnie - stary jestem i człowiekowi wszystko się miesza...

Wracając do tej wojskowej Odry, czyli Rodana, znakomitą karierę zrobiła ona w czechosłowackich systemach radarów pasywnych (patrz wspomniany artykuł), o co, na prośbę kolegów, indagowałem właśnie znajomych zza południowej granicy. Dostałem megabajty materiałów, gdzie wspomina się o Rodanie, ale pisze głównie o radarach, których kolejno doskonalone modele to Ramona, Tamara i produkowana obecnie, z już amerykańskim właścicielem - Vera (pełne wyposażenie jednej jednostki kosztuje ok. 100 mln. dolarów). Oprogramowanie Rodanów powstawało m.in. w Katedrze Radiolokacji Praskiej Politechniki.

Czesi nie kryją dumy z tego, że - jak twierdzą - pierwsi, bo już w latach 70. mieli, i mają nadal, wojska elektroniczne, a ich Very służą teraz także w newralgicznych punktach NATO. O naszym w ten sukces wkładzie, czyli Rodanach, lepiej zamilknąć, bo jeszcze dowie się wiadomy instytut i zacznie się czepiać kilku kolejnych emerytów.


TOP 200