Mądry po szkodzie

Zastanawiam się, czy udostępnianie możliwości internetowej rejestracji zdarzeń nie jest przez niektóre podmioty traktowane jako zło konieczne. Bowiem oprócz oferowania kanału, trzeba zadbać o jego sensowne wykorzystanie.

Zazwyczaj zgłoszenie szkody komunikacyjnej realizowałem osobiście w siedzibie ubezpieczyciela lub drogą telefoniczną. W tym roku zachciało mi się nowoczesności i postanowiłem wypełnić elektroniczny formularz. Wierzyłem, że ułatwi to proces. Podchodząc do sprawy rzetelnie, przeczytałem, jakie zdjęcia pojazdu należy załączyć i tak zrobiłem. Myślę, że wyszły nieźle – autko jest fotogeniczne, zwłaszcza gdy umyte.

Wypełniając formularz, przemęczyłem kilka ekranów, pieczołowicie wpisując dane o sobie i sprawcy. Gdy pojawiła się plansza służąca dodawaniu załączników, zreflektowałem się, że oprócz fotek pojazdu należałoby zeskanować dowód osobisty i dowód rejestracyjny. Przyznaję, moja wina. O ile dowód osobisty mogłem załatwić od ręki, o tyle rejestracyjnego nie miałem na miejscu, gdyż autkiem dysponował w tym czasie ktoś inny. No i całe moje wprowadzanie danych psu na budę. Ugrzęzłem bez możliwości zapisu. Jak się po czasie okazało, dane można jednak było zachować, a brakujące załączniki uzupełnić. Niemniej nigdzie nie było to klarownie opisane.

Jako termin oględzin szkody wybrałem oferowany na kalendarzu formularza poniedziałek w godzinach pomiędzy 14 a 17. Po zarejestrowaniu zgłoszenia otrzymałem e-mail, że ten termin jest niedostępny, więc został przeniesiony na środę. Jak mi się nie podoba, mogę zgłosić na infolinię. We wtorek po południu zadzwonił rzeczoznawca, że przyjechałby, ale o 9 rano. Mobilny ekspert pojawił się niemal co do minuty. Zdziwiło mnie, że wykonywał takie same zdjęcia, jakie już wysłałem, fotografował te same dokumenty. Ponadto poprosił mnie o numer konta do przelewu odszkodowania. Podałem ten sam, który umieściłem już na formularzu zgłoszeniowym. Następnego dnia otrzymałem od ubezpieczyciela monit o konieczności uzupełnienia numeru konta, więc wysłałem e-mailem ponownie, jak również odrębnym kanałem załączyłem plik PDF z tym samym. Najwyraźniej ten system rejestracji bardzo przecieka i nie wszystkie dane są pamiętane po jednokrotnym zapisie. Oprogramowanie ma jeszcze mnóstwo mankamentów, czego winę ponosi głównie niedopracowany, siermiężny i mylący interfejs wspomagany brakiem rzetelnej informacji.

Taka rejestracja jest utrapieniem dla poszkodowanego. Niczego nie rozwiązuje, tylko zajmuje czas i wymaga dodatkowego wysiłku. Chciałbym nadmienić, że wielodostępne onlinowe terminarze naprawdę już od dawna są faktem, o czym przypominam ubezpieczycielom, którzy tej prawdy jeszcze nie odkryli.


TOP 200