Listy

Nie ulega wątpliwości, że zaniedbaliśmy problem roku 2000. Tak bynajmniej wynika z doniesień prasowych. Temat budzi się trochę po czasie. Rozmowa z Leszkiem Burzyńskim, podsekretarzem stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji ("Wszedłem z buciorami", CW nr 8/99), potwierdza ten stan.

Nie ulega wątpliwości, że zaniedbaliśmy problem roku 2000. Tak bynajmniej wynika z doniesień prasowych. Temat budzi się trochę po czasie. Rozmowa z Leszkiem Burzyńskim, podsekretarzem stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji ("Wszedłem z buciorami", CW nr 8/99), potwierdza ten stan.

Wszedłem z buciorami

Nie ulega wątpliwości, że zaniedbaliśmy problem roku 2000. Tak bynajmniej wynika z doniesień prasowych. Temat budzi się trochę po czasie. Rozmowa z Leszkiem Burzyńskim, podsekretarzem stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji ("Wszedłem z buciorami", CW nr 8/99), potwierdza ten stan.

łasny system Dealer Real Time System do obsługi zamówień, przechowywanie danych archiwalnych dotyczących zakupów dokonanych przez każdego z klientów, itp.; baza danych MS SQL Server; Cold Fusion (Allaire) do zarządzania serwerem WWW i bazą danych; Local Director (Cisco) do bilansowania ruchu.

KOMENTARZ

"Autobytel to przykład internetowego biznesu, którego w Polsce jeszcze nie ma. Firma nie oferuje samochodów, ale pośredniczy w ich sprzedaży, łącząc w jednym miejscu oferty ponad 2700 dealerów i komisów" - Przemysław Gamdzyk.

KOMENTARZ

"Autobytel to przykład internetowego biznesu, którego w Polsce jeszcze nie ma. Firma nie oferuje samochodów, ale poś należy przypuszczać, słowa premiera, że rząd systemowo rozwiązuje informatyczny problem roku 2000, mogą go rozwiązać? Może warto powiedzieć wprost, że nie udało się zrobić wszystkiego na czas i robi się wszystko, aby uniezależnić funkcjonowanie państwa i życia jego obywateli od błahego, ale jakże nabierającego znaczenia, problemu. Tylko czy polityk może się przyznać do błędu?

Hieronim Prach

Ursus

Dlaczego, do k...

Rozpowszechnienie anonimowego Internetu wcale nie zmieniło naszych obyczajów. Raczej uczyniło je tym bardziej pruderyjnymi. Dobry przykład to tytuł jednego z moich felietonów, który długo nie mógł zyskać aprobaty redakcji ze względu na fachowy termin aptekarski. Jakoś się udało (felieton "Gałka dopochwowaŇ) i starałem się szybko zapomnieć o tym niemiłym zgrzycie. Choć nie do końca, bo felieton z CW nr 10 (8 marca br.) ukazał się pod tytułem poprzedniego "Re: Wizja lokalna" zamiast oryginalnego "Dlaczego, do k...". Widać tak już musi być.

Pozdrawiam

Kuba Tatarkiewicz

Od redakcji:

Przepraszamy. Tym razem wyręczył nas chochlik drukarski.


TOP 200