Listy

Od kilku tygodni Computerworld informuje o poparciu poważnych firm informatycznych udzielanemu systemowi operacyjnemu Linux. Inicjatywa sprawia wrażenie swoistej zmowy producentów. Wszyscy liczący się i najwięksi zapowiedzieli bądź już wprowadzili rozwiązania dla tego systemu.

Od kilku tygodni Computerworld informuje o poparciu poważnych firm informatycznych udzielanemu systemowi operacyjnemu Linux. Inicjatywa sprawia wrażenie swoistej zmowy producentów. Wszyscy liczący się i najwięksi zapowiedzieli bądź już wprowadzili rozwiązania dla tego systemu.

Z drugiej strony, wiadomo że nie doszło do żadnego oficjalnego porozumienia firm. Na zasadzie kostek domina ruszyła kampania poparcia dla Linuxa, jako, co wyraźnie widać, przeciwwagi dla systemu operacyjnego Microsoftu. Pokazuje to, że branża informatyczna obawia się monopolu jednego producenta i jednego systemu. Powstaje pytanie, czy uda się w odpowiedni sposób wypromować poparcie dla Linuxa. Sądzę, że będzie to trudne.

Andrzej Wasiuta

Kielce

Jak stworzyć informatyczny kartel

To nic, że jako informatyk w firmie (nazwijmy miejsce, gdzie pracuję, firmą), ambitnie poznałem dziedziny dalekie od informatyki i teraz rozumiem co oznacza specyficzne słownictwo, takie jak debet, kredyt, Winien, Ma (koniecznie winien, ma z dużej litery), pasywa, aktywa, salda jednostronne i dwustronne, storno czarne i czerwone, rozrachunki, koszty proste i złożone, dekret i polecenie księgowania; to nic, że rozróżniam amortyzację od umorzenia i wiem jak rozliczyć chorobowe i podatek, i gdzie wpisać fakturę VAT, a gdzie rachunek zakupu, i wiele, wiele innych pojęć.

To nic, że osobiście napisałem ileś tam dziesiątek różnych programów i zaprojektowałem kilka systemów do wspomagania zarządzania handlem i produkcją. To wszystko nic. Pani z księgowości czy młokos informatyczny, skądinąd sprawny operator Worda, patrzą na ciebie z góry, bo masz kilkadziesiąt lat więcej od nich i niewiele jakby rozumiesz ze współczesności, i zarabiasz, dzięki układom w firmie, nieważne państwowej czy prywatnej, nawet o rząd mniej od nich. Tak jest, bo masz pasję informatyczną. Wdrażasz systemy, szkolisz, pracujesz znacznie dłużej niż przewiduje kodeks pracy. To wszystko nic. Ale kiedy tak czytam listy oburzonych czytelników Computerworlda, że Jakub Chabik jakoby napisał: "Aby sprowokować - a o to niewątpliwie autorowi chodziło - trzeba trochę przerysować, trochę naciągnąć, trochę poironizować" - to nie tylko ręce opadają. Żądanie szacunku dla pracy informatyka i informatyki (wg niektórych można się jej nauczyć na kursach) jeden z dyskutantów nazywa szamaństwem. Z takiego widzenia naszej roli biorą się takie nominacje, o jakich pisze Kuba Tatarkiewicz (Computerworld nr 39). Zatem cóż nam pozostaje? Niestety, ale jak najbardziej proponowane metody Jakuba Chabika.

Michał Kuptel

Sopot

Do trzech razy sztuka

Korektorzy Waszego doskonałego pisma nie mają ostatnio szczęścia do imienia i nazwiska prezesa, a jednocześnie właściciela naszej firmy. W numerze 30/346 z 24 sierpnia 1998 r. określony został jako Janusz Szmura, natomiast w numerze 42/358 z 16 listopada 1998 r. podpis pod zdjęciem głosi: Prezes ZUI Rekord Jerzy Szymura. Nieco zdezorientowanych czytelników pragnę uspokoić, że prezes posługuje się tylko jednym paszportem wystawionym na imię i nazwisko: JANUSZ SZYMURA. Być może autor podpisu pod zdjęciem zasugerował się osobą Jerzego Szymury - współwłaściciela firm: Techmex i 2SI. Czuję się więc w obowiązku wyjaśnić, że choć współpraca Rekordu z firmą Techmex układa się doskonale, to jednak nie są one powiązane rodzinnie ani kapitałowo.

Podobno właśnie drobne pomyłki w replikacji DNA umożliwiły ewolucję żywych organizmów. Nie róbmy więc z nich tragedii. Wierzę, że redakcja Computerworlda będzie miała jeszcze wiele okazji, by na swoich łamach prezentować zarówno nazwę naszej firmy, jak i nazwisko jej prezesa.

Serdeczne pozdrowienia dla redakcji

Marek Maślanka

rzecznik prasowy ZUI Rekord


TOP 200